www
Aktorka zachęca do przeczytania najnowszej książki autorek "Niani w Nowym Jorku" i opowiada o własnych zmaganiach w showbiznesie.
– Bycie gwiazdą mediów ma więcej plusów czy minusów?
Anna Mucha: W Stanach na pewno plusów. Trochę jest tak, że ja się tym różnię od przeciętnego Kowalskiego, że o swoich zakupach i o tym, jak spędziłam dzień, jestem w stanie przeczytać w tabloidzie. I nie zawsze, a powiedziałabym, że rzadko, pokrywa się to z prawdą. Czasem ludzie zadają mi pytania, które mnie zaskakują, często szalenie intymne, dotyczące mojego życia prywatnego, bo ktoś akurat coś na ten temat napisał.
– W jaki sposób radzisz sobie z plotkami na swój temat, ale takimi negatywnymi, bo jednak w mediach pojawia się na temat sławnych ludzi wiele krytycznych uwag?
Anna Mucha: Jestem dosyć cierpliwa, oczywiście do pewnego momentu. Polemizowanie, prostowanie tak naprawdę niczego nie zmieni poza tym, że będę dopisywała kolejne rozdziały tego serialu. Natomiast moje granice cierpliwości kończą się, kiedy plotka dotyczy mojego zachowania w pracy. Jeśli ktoś sugeruje, że mam muchy w nosie albo kłócę się ze swoją koleżanką z pracy – proszę bardzo – to mi nie przeszkadza. Natomiast jeżeli piszą, że spóźniam się do pracy o dwie godziny i w związku z tym cała produkcja leży, to mój potencjalny pracodawca, który coś takiego przeczyta może nie chcieć mnie zatrudnić. I to jest sytuacja, która naprawdę mnie irytuje.
Bartlomiej Kudowicz/FORUM
– Bohaterka książki „Reality show” staje przed wyborem: przyjaźń albo wystąpienie w reality show, czyli potencjalna sława. Czy kiedyś stanęłaś przed podobnym wyborem?
Anna Mucha: Na szczęście nie, z jednego podstawowego powodu – bardzo szybko zaczęłam funkcjonować w świecie mediów i pracować na planie. Dlatego wiele moich przyjaźni szybko zostało zweryfikowanych przez życie. Często są to przyjaźnie z ludźmi, którzy mają podobny tryb życia i w podobny sposób funkcjonują. Natomiast gdy czytałam tę książkę, to myślałam tak naprawdę o tych wszystkich, którzy z jakimiś przyjaźniami wchodzą do świata mediów. Myślałam o tym, co się będzie działo wokół programu You Can Dance i o jego uczestnikach. To ludzie, którzy są bardzo często wyciągnięci ze swojego świata, który był zamknięty, hermetyczny. I nagle zostali rzuceni w zupełnie inny świat. Potem nagle okazuje się, że sława telewizyjna dopada ich w zupełnie niespodziewanym dla nich momencie. Są skupieni wyłącznie na tym, żeby rozszerzać swoje umiejętności, żeby się rozwijać tanecznie. I nagle spotkanie w wielkim centrum handlowym, na które przyjeżdża dziki tłum ludzi po to, żeby spotkać się ze swoimi idolami. Więc zaczynają sobie zdawać sprawę, że w czasie, kiedy pracowali na sali treningowej, zaczęły się tworzyć ich kariery na zewnątrz, jakieś mity wokół nich. To taki moment, który jest opisywany właśnie w „Reality show”, moment jakiegoś przełamania się i zmian, zderzenia z zupełnie inną rzeczywistością. Kto wyjdzie z tego zwycięsko, ma szanse, żeby wykorzystać potencjał, jaki daje telewizja.
– Co zrobić, żeby w blasku sławy, który otacza osoby znane, nie zatracić siebie? Jak tobie to się udało?
Anna Mucha: Jeżeli jest się sobie wiernym, jeśli siebie realizujesz, to jest to chyba najpiękniejsze, co się może zdarzyć; i wtedy wszyscy dookoła to zaakceptują, zrozumieją. A jak nie, to pewne historie się zweryfikują w sposób naturalny. Tak naprawdę najważniejsze jest, żeby się budzić codziennie i myśleć sobie, że to co robimy, sprawia nam przyjemność.
Znak/Reality show
Książka "Reality show" dostępna w księgarniach od 28 stycznia! Fragmenty książki dostępne na stronie znak.com.pl!
Polecamy!!!
Podobał ci się ten tekst?
Średnia: 67
Zaloguj się aby dodać komentarz.
Zarejestruj się jeśli nie masz jeszcze konta.