Assassin's Creed - recenzja

AIM Media

Film z Michaelem Fassbenderem już na ekranach kin, a oficjalna powieść filmu w naszej redakcji, pora więc na jej recenzję.

Popularność marki Assassin’s Creed już dawno wykroczyła poza ramy gier wideo i od dłuższego czasu na rynku pojawiają się powieści inspirowane tym wyjątkowym uniwersum (wydawane w dwóch seriach, standardowej i dla młodzieży), a ostatnio na ekrany kin wszedł też stosowny film.

Co więcej, jego premierze towarzyszyła oficjalna powieść, którą miałam przyjemność (albo nieprzyjemność, jeszcze się okaże) przeczytać, żeby napisać Wam o niej kilka słów :)

Zacznijmy od tego, że w odróżnieniu od innych książek z serii Assassin’s Creed, jakie mieliśmy przyjemność dla Was recenzować, ta najnowsza nie została wcale stworzona przez Olivera Bowdena, który odpowiada za takie hity, jak Assassin’s Creed: Renesans,  Assassin’s Creed: Bractwo, Assassin’s Creed: Tajemna Krucjata czy Assassin’s Creed: Objawienia. Za oficjalną powieść filmową odpowiada bowiem Christie Golden, którą możecie kojarzyć z podobnego zadania w niedalekiej przeszłości, bo to właśnie ona napisała książkę towarzyszącą czerwcowej premierze filmowego Warcrafta i nie da się ukryć, że całkiem nieźle jej to wyszło.

Tym razem z magicznego świata orków, elfów i ludzi przenosimy się do współczesności, a przynajmniej częściowo, bo jeśli kojarzycie asasyńskie gry, to wiecie jak to tam wygląda. Jeżeli zaś jesteście zupełnie nowi w tym świecie, to już wszystko tłumaczę - fabuła gier tego uniwersum koncentruje się na trwającym od wieków konflikcie asasynów i templariuszy, a jej głównym bohaterem jest Desmond Miles, który za pomocą maszyny zwanej animusem przeżywa wspomnienia swoich przodków, bo ta odczytuje zapisane w jego genach informacje z przeszłości. Bohater wciela się w ten sposób w swoich przodków będących asasynami, np. Altaïra ibn-la’Ahada, Ezia Auditorego da Firenze czy Ratohnhaké:tona, żeby lepiej poznać podłoże konfliktu i zyskać informacje potrzebne do pokonania Templariuszy w teraźniejszości.

W nowej filmowo-książkowej odsłonie trochę namieszano, więc zamiast Desmonda Milesa mamy Calluma Lyncha, w którego wciela się Michael Fassbender, ale trzon historii pozostał taki sam. Jak czytamy w oficjalnym opisie:

- Dzięki rewolucyjnej technologii dostępu do genetycznych wspomnień Callum Lynch może przeżyć wydarzenia z życia swojego przodka Aguilara de Nerha, który w piętnastowiecznej Hiszpanii należał do tajemnego stowarzyszenia asasynów. Wzbogacony o wspomnienia, wiedzę i umiejętności Aguilara, Callum zmierzy się z potężną i złowrogą organizacją templariuszy w czasach współczesnych.

No dobra, ale skupmy się teraz na samej książce, której zadaniem jest podobno uzupełnienie tego, co mogliśmy zobaczyć na ekranie. Przyznam szczerze, że byłam bardzo ciekawa co oznacza to tym razem, bo z doświadczenia wiem, że „uzupełnienie” filmu jest najczęściej sprzedaniem nam tego samego co na ekranie, ale w innej formie. Na szczęście tym razem się tak nie stało, a przynajmniej nie do końca …

Próba wciśnięcia całej asasyńskiej historii w jeden film musiała skończyć się lukami fabularnymi i nieścisłościami, które dla nieznającej uniwersum publiczności mogły okazać się nie do przejścia, więc tu książka miała pole do popisu. Tego typu odbiorcy z pewnością najbardziej na niej skorzystają, bo pozwoli im uporządkować wiedzę i lepiej zorientować się w prezentowanych wydarzeniach, ich przyczynach i znaczeniu dla całego odwiecznego konfliktu.

A co z całą resztą? O nich Christie Golden też pamiętała, czego efektem jest rozszerzenie filmowych wątków, np. dzieciństwa Calluma, które zdeterminowało całe jego późniejsze życie i doprowadziło do skazania na śmierć, o czym twórcy filmu tylko trochę nam wspominają. Taki zabieg pozwolił nam lepiej poznać głównego bohatera i zrozumieć jego zachowanie, a nawet bardziej go polubić, bo przecież w końcu dowiadujemy się, że nie był tylko bezwzględnym przestępcą.

Jeżeli zaś chodzi o kwestie techniczne, to tu również obyło się bez większego zaskoczenia – książka została wydana w dokładnie taki sam sposób jak inne propozycje Wydawnictwa Insignis, więc nie ma się do czego przyczepić. Styl Christie Golden też jest nam dobrze znany, więc od samego początku było wiadomo, że pod tym względem zawodu nie będzie. Oczywiście nie należy się tu spodziewać stylistycznych popisów inspirowanych Tolkienem czy innymi wielkimi gatunku fantasy czy historical fantasy, ale nowe Assassin’s Creed czyta się naprawdę przyjemnie. Wydarzenia opisywane są w sposób na tyle ciekawy, by książkę trudno było odłożyć po jednym rozdziale, bo szybko załącza się nam tryb „jeszcze tylko kilka stron”.

Podsumowując, chociaż oficjalna powieść filmu Assassin’s Creed nie jest pozycją obowiązkową dla fanów uniwersum, bo nie wnosi do niego zbyt wiele nowego, to z pewnością mogę ją polecić osobom, które nieco słabiej się w nim orientują. Będą one mogły nie tylko uzupełnić sobie wiedzę filmową, ale i lepiej poznać konflikt między Asasynami i Templariuszami, który jest kołem napędowym całego świata. Poza tym, powieść napisana jest naprawdę przyjemnie i szybko się czyta – zapewniam, nawet nie będziecie wiedzieli kiedy dotrzecie do jej końca :)

AIM Media

 

Autor: Karolina Majchrzak

archiwum artykułów

2017-02-03

Podobał ci się ten tekst?

Średnia: 0

Komentarze:

Brak komentarzy

Zaloguj się aby dodać komentarz.

Zarejestruj się jeśli nie masz jeszcze konta.