Dunkierka – recenzja

Poszkole

Kiedy wczoraj pisałam newsa o zasadach panujących na planie najnowszego filmu Christophera Nolana, doszłam do wniosku, że dłużej zwlekać już nie będę i jeszcze tego samego dnia idę zobaczyć Dunkierkę.

Tak właśnie zrobiłam, ale byłam pełna obaw, bo chociaż krytycy wypowiadają się o filmie w samych superlatywach, to reżyser przyzwyczaił nas raczej do produkcji innego typu niż kino wojenne i trudno było sobie wyobrazić ten mroczny klimat w jego wydaniu.

Zresztą młodsi „filmowcy” kojarzą go pewnie głównie za sprawą fenomenalnej trylogii Batmana, której zakończenie wszyscy przyjęliśmy z wielkim smutkiem lub co najwyżej całkiem świeżego Interstellar, tymczasem Christopher Nolan jest jednym z najlepszych reżyserów naszych czasów i odpowiada za takie hity, jak Memento, Incepcja, Prestiż czy Bezsenność. Tak czy inaczej, Dunkierką mocno nas zaskoczył, bo średnio pasuje ona do klimatu pozostałych produkcji, ale … jak nie Nolan, to kto?

I wiecie co, to jedno zdanie idealnie podsumowuje mój nastrój po obejrzeniu filmu, bo okazało się, że dla tego reżysera nie ma rzeczy niemożliwych. I nawet jeśli chcielibyśmy, żeby w końcu się potknął i pokazał, że jest tylko człowiekiem, to nic z tego - jest wręcz genialny we wszystkim, czego tylko spróbuje :) Nie uprzedzajmy jednak faktów i zacznijmy od początku, bo przyda się tu odrobina wprowadzenia fabularnego.

Kiedy tylko słyszymy nazwę Dunkierka, skojarzenie może być jedno – operacja Dynamo z przełomu maja i czerwca 1940 roku. A mówimy o francuskim mieście położonym nad Morzem Północnym, z którego na skutek okupacji niemieckiej w czasie II wojny światowej ewakuowano blisko 340 tysięcy żołnierzy. Akcja była dramatyczna, bo żołnierze zostali zepchnięci przez wroga na plażę i jedyną możliwością ucieczki był transport morski, a naziści atakowali ze wszystkich stron … lądu, morza i powietrza.

To właśnie ten „trójpodział” Christopher Nolan postanowił wykorzystać do zbudowania akcji swojego filmu, który prezentuje fabułę z trzech różnych perspektyw. Mamy więc przejmujący widok z plaży, na której będąc pod stałym ostrzałem wroga na ratunek czeka blisko 400 tysięcy wojsk, a także powietrza – obserwując wydarzenia oczami wojskowych pilotów oraz wody, czyli statków zabierających żołnierzy. Co więcej, żadna z nich nie jest w jakikolwiek sposób przeładowana patosem i pokazuje sprawy takimi, jakimi podobno faktycznie były - każda jednostka znajdująca się w sytuacji zagrożenia życia będzie walczyć o przetrwanie, wykorzystując do tego wszelkie możliwe sposoby, które w normalnych warunkach zostałyby uznane za nieetyczne, ale nie mamy prawa jej za to oceniać. I faktycznie oglądając ekranowe poczynania bohaterów czujemy smutek, żal i doceniamy ich odwagę oraz poświęcenie, chociaż mówimy przecież o ucieczce.

Co więcej, film jest nowatorski również pod innym względem, bo chociaż przez cały film obserwujemy trzy wymienione grupy ludzi, to jednak nie można powiedzieć, żeby którakolwiek była kluczowym bohaterem produkcji. I to pomimo tego, że część ról została obsadzona przez takie sławy, jak Tom Hardy czy idol nastolatek na całym świecie, Harry Styles z One Direction – mówiąc szczerze bardzo obawiałam się o występ tego drugiego, ale można powiedzieć, że naprawdę dał radę. „Prawdziwa” rola główna została bowiem zarezerwowana dla samej …

... wojny, pokazanej jako seria obrazów, głośnych dźwięków i paniki na twarzach i w sercach żołnierzy – nie ma w niej nic heroicznego, a jedynie śmierć i cierpienie. Zresztą są takie fragmenty filmu, w których nie padają żadne słowa, a my i tak doskonale wiemy, co reżyser chciał nam przekazać – dźwięki wystrzałów, samolotów i wybuchających bomb wystarczą za cały komentarz, który nawet dziś wywołuje w nas strach. Kilka razy złapałam się na tym, że kurczowo wciskam się w  fotel, szukając w nim schronienia … takie właśnie uczucia wzbudza w widzach ten film.

Mówiąc krótko, Christopher Nolan po raz kolejny udowodnił swój wielki talent i pokazał, że nie ma dla niego tematów niemożliwych. Co więcej, w natłoku przepełnionych akcją hollywoodzkich produkcji stworzył w pewnym sensie skromne i spokojne kino artystyczne, które jeszcze przez długie lata będzie wzbudzać zainteresowanie i podziw. I naprawdę polecam zobaczyć Dunkierkę na wielkim ekranie i z odpowiednim nagłośnieniem, bo wtedy ujawnia cały swój potencjał i wyjątkowość, zaskakując każdym kolejnym ujęciem.

 

 

Autor: Karolina Majchrzak

archiwum artykułów

2017-08-01

Podobał ci się ten tekst?

Średnia: 0

Komentarze:

Brak komentarzy

Zaloguj się aby dodać komentarz.

Zarejestruj się jeśli nie masz jeszcze konta.