Komiksowe Love 1/2017

pixabay.com

Od wielu miesięcy dostawaliśmy od Was wiadomości i maile z pytaniem o komiksy.

Te za sprawą filmów z superbohaterami wracają ostatnio do łask, więc zastanawialiście się, czy leżą one w spektrum naszych zainteresowań i dziś w końcu mamy odpowiedź, czyli … TAK!

Przed Wami nasz pierwszy przegląd najciekawszych nowości, a zaczynamy od czerwcowych propozycji wydawnictwa Egmont, które może się pochwalić naprawdę bogatym portfolio.

Oczywiście nie jesteśmy w stanie napisać o każdej premierze, bo musielibyśmy przez cały miesiąc zajmować się tylko tym :), ale wybraliśmy dla Was to, na co naszym zdaniem fani komiksów muszą zwrócić uwagę.

 

 

Gnat. Dolina, czyli równonoc wiosenna

Ta propozycja przykuła moją uwagę najbardziej i jak się szybko okazało, nic w tym dziwnego, bo mamy do czynienia z prawdziwą klasyką od amerykańskiego  scenarzysty oraz rysownika Jeffa Smitha, która powstawała w latach 1991-2004 i doczekała się aż 55 tomów! Czemu wcześniej o niej nie słyszałam? Pewnie dlatego, że do tej pory dostępna była jedynie w oryginale, czyli w języku angielskim i dopiero teraz wydawnictwo Egmont zdecydowało się na jej wydanie. Co ciekawe, miejsce oryginalnych czarno-białych rysunków zajęły kolorowe, co sprawiło, że ta bajkowa opowieść pełna fantastycznych istot nabrała jeszcze więcej wyrazu.

Bo trzeba zauważyć, że Gnat to fantasy dla czytelników w każdym wieku, które swoją wyjątkowość zawdzięcza genialnemu poczuciu humoru swojego autora, a także jego talentowi do kreowania ciekawych przygód, interesujących postaci i zaskakujących zwrotów akcji. Głównym bohaterem serii jest humanoidalny stworek Chwat Gnat, przypominający na pierwszy rzut oka połączenie pieska Snoopy’ego i duszka Kacpra, którego poznajemy w momencie, kiedy razem z kuzynami Chichotem Gnatem i Kantem Gnatem zostają wygnani z rodzimego Gnatowa. Na skutek niespodziewanych wydarzeń trafiają do tytułowej Doliny, w której aż roi się od magicznych i legendarnych istot … nie zawsze pozytywnie nastawionych. Nie chcę tu zdradzać zbyt wiele, żeby nie psuć Wam zabawy, ale … smoki istnieją, podobnie jak szczurostwory gustujące w pysznych tartach.

Mówiąc krótko, w tym komiksie jest wszystko, czego oczekujemy – horror, komedia, akcja, romans i … mistrzowskie rysunki. Bo chociaż na pierwszy rzut oka może wydawać się, że jest to opowieść dla dzieci, to wystarczy kilka stron, żeby się przekonać, jak bardzo się myliliśmy. Zresztą podobnie jest z dowcipem, który wręcz wylewa się z kart powieści – każda „grupa wiekowa” wyciągnie z niego coś dla siebie, za co bez wątpienia należy docenić autora. Ja podczas lektury bawiłam się świetnie (do dziś z uśmiechem na twarzy wspominam niektóre kwestie) i już nie mogę się doczekać dwóch kolejnych tomów: Kant kontratakuje, czyli przesilenie (wrzesień 2017) i Przyjaciele i wrogowie, czyli żniwa (maj 2018). Tym bardziej, że komiks jest pięknie wydany i z daleko woła do nas ... weź mnie :)

Ocena: 9/10

Egmont

 

Droga do Odrodzenia. Superman – Lois i Clark

To już prawie kres New 52 (w Polsce Nowe DC) w naszym kraju i wydawnictwo Egmont w związku z tym kończy wątki z najważniejszymi seriami wydawanymi w ramach tego cyklu. I o ile większość superbohaterów z tego zrestartowanego uniwersum wypadła w moim odczuciu naprawdę dobrze, tak nowy Superman okazał się kompletną klapą. Nic więc dziwnego, że w Polsce doczekaliśmy się jedynie kilku komiksów z tej serii z odświeżonym wizerunkiem Kal-Ela. DC najwyraźniej także zrozumiało swój błąd i idąc za głosem fanów postanowiło wskrzesić „starego” Clarka Kenta, który wraz ze swoją rodziną jest głównym bohaterem SUPERMAN – LOIS I CLARK.

Nie będę wdawać się w szczegóły tego, w jaki sposób Człowiek ze Stali sprzed Flashpointu znalazł się na Ziemi, na której jest już nowy młody Superman (jest to tak zamieszane, że nawet postaci z kart komiksu przyznają, że same nie do końca to rozumieją) i zainteresowanych tematem odsyłam do licznych artykułów jakie na ten temat znajdziecie w sieci. Muszę jednak przyznać, że takie rozwiązanie okazało się być zbawienne dla tej postaci i powrót poprzedniego Supermana wypada naprawdę rewelacyjnie. Zamiast chaotycznej młócki, gdzie historia odgrywa trzeciorzędną rolę, a twórcy zdają się skakać po wątkach bez większego sensu, otrzymujemy bardzo osobistą rodzinną opowieść. Lois i Clark wraz z synem ukrywają się przed światem, wiedząc, że dwóch Supermanów na jednej Ziemi to zbyt wiele, ale jednocześnie oboje nie mogą przyglądać się temu, co dzieje się dokoła, więc postanawiają działać z ukrycia. Nie chcę tu zdradzać zbyt wiele, więc powiem tylko, że na bohaterów czekają naprawdę trudne wyzwania, a istotną rolę odgrywa tu również ich syn Jonathan.

Mówiąc krótko, to zdecydowanie jedna z najlepszych opowieści o Supermanie, jakie dane było mi czytać w ostatnich latach, co jest dobrym prognostykiem przed nadchodzącym Odrodzeniem, czyli kolejnym resetem uniwersum DC. Najmocniejszym elementem komiksu jest niewątpliwie scenariusz Dana Jurgensa, który jest obyczajową opowieścią o życiu Kryptończyka i jego rodziny ze sporą domieszką sensacyjnej intrygi. Rysunki, za które odpowiada tu aż 4 autorów, przeważnie trzymają wysoki poziom i zdecydowanie jest na czym zwiesić oko. Polecam i czekam na więcej!

Ocena: 8,5/10

Egmont

 

Batman: Bloom (tom 9)

Przyznam szczerze, że jestem fanką tego, co z Batmanem w ramach New 52 zrobił duet Snyder & Capullo i uważam, że takie historie, jak Trybunał Sów, Śmierć Rodziny czy Ostateczna Rozgrywka, przejdą do klasyki opowieści o „Gacku”. Niemniej jednak zarówno Waga Superciężka, jak i jej bezpośrednia kontynuacja, czyli najnowszy Bloom, to wpadka, o której nie chcę pamiętać. Snyder najwyraźniej na moment zapomniał, że w przygodach o Batmanie najważniejsze są intrygująca i zagadkowa, ale … przyziemna historia (nie bez przyczyny zdecydowana większość kultowych przeciwników Mrocznego Rycerza to zwykli ludzie). W tym przypadku autor zupełnie odpłynął i jak tylko zobaczyłam kilkunastometrowego przeciwnika przechadzającego się po Gotham niczym Godzilla, to od razu wiedziałam, że nic dobrego z tego nie będzie.

Bloom to wprawdzie historia w stylu horroru, ale nie najwyższych lotów, a do tego dochodzi jeszcze komisarz Gordon w roli nowego Batmana, mało logiki, luki fabularne i brak większej głębi. Jako typowy „czasoumilacz” czyta się to całkiem nieźle, ale po tym scenarzyście można spodziewać się więcej, stąd też moje rozczarowanie. Na szczęście Greg Capullo trzyma poziom i dobrze wywiązał się z powierzonego mu zadania, więc jego niepokojąco-fasycnujące  rysunki ogląda się z dużą przyjemnością. Tak czy inaczej, komiks wypada poniżej oczekiwań, a podsumowaniem niech będzie fakt, że najlepiej wypada tu dodatkowa, bonusowa historia na końcu komiksu, w której spotykają się … w sumie nie będę Wam psuć zabawy :)

Ocena: 6/10

Egmont

 

Czarna Wdowa: Powrót do domu

Na naszym rynku nie ukazuje się zbyt wiele superbohaterskich komiksów z kobietami w roli głównej, ale na szczęście te, które w końcu do nas trafiają, trzymają bardzo wysoki poziom. Wystarczy wspomnieć tu o świetnych przygodach Catwoman i wydanym ostatnio Wonder Woman, ale nie samym DC żyje człowiek, więc …  Marvel też ma swoje heroiny i do tego grona zaliczyć można choćby Czarną Wdowę, która podtrzymuje rewelacyjną kobiecą passę (nie można przecież zapomnieć też o albumie Elektra – Assassin).

Czarna Wdowa, znana też jako Natalia „Natasha” Romanowa, może i nie jest najpopularniejszą  postacią w komiksowym światku, ale daje to autorom zabierającym się za tę postać duże pole do popisu. Poza tym, niejednokrotnie udowadniano już jak duży potencjał drzemie w takich „niepozornych” bohaterach - wystarczy jeszcze raz przywołać Catwoman, Elektrę czy Luke’a Cage’a. Dodatkowo, za sprawą filmów MCU, gdzie w tę postać wciela się Scarlett Johansson, stała się ona bardziej rozpoznawalna.

Richard K. Morgan zamiast bawić się w typową superbohaterską opowieść, która średnio pasuje do tej postaci, przedstawia nam tu sensacyjną historię szpiegowską. Scenariusz trzyma więc w napięciu, nie brakuje tu wątków szpiegowskich (dziś chyba nawet bardziej aktualnych niż w czasach powstawania komiksu, czyli latach 2005 i 2006) oraz mocnych kobiecych postaci, a mowa nie tylko o samej Czarnej Wdowie. Powrót do domu, podobnie jak wydana ostatnio przez Egmont Wonder Woman autorstwa Grega Rucki, wyraźnie stawia na feministyczne klimaty (jednak w zupełnie odmienny sposób), gdzie bohaterki próbują walczyć z patriarchalnym światem rządzącym przez facetów, którzy postrzegają je jedynie jako bezbronne ofiary.

Komiks podzielono na dwie części i pierwsza z nich (Powrót do domu) wypada nieco lepiej od drugiej (Czego to o niej nie mówią), która jest typową historią w stylu Punishera, ale obie czyta się z zapartym tchem. Spora w tym zasługa świetnej oprawy graficznej, za którą odpowiadają Bill Sienkiewicz, Goran Parlov i Sean Phillips. Na szczególną uwagę zasługuje przede wszystkim Sienkiewicz (ciekawostka: jest to prawnuk Henryka Sienkiewicza), który nadał całości swój charakterystyczny styl. Niezwykle oryginalne, czasem wręcz niepokojące rysunki, idealnie budują klimat w kluczowych scenach, ale zdaję sobie sprawę z faktu, że nie każdemu mogą one przypaść do gustu, ponieważ mocno odbiegają od komiksowego kanonu superbohaterskiego.

Podsumowując, przygody Czarnej Wdowy to zakup obowiązkowy dla fanów komiksu, którzy cenią sobie coś więcej niż tylko mordobicie w wykonaniu facetów w trykotach. Zakończenie pozostawia wprawdzie nieco niedosytu, szczególnie że nic nie wskazuje na kontynuację, ale może Egmont nas zaskoczy? Oby!

Ocena: 8/10

Egmont

 

Kaznodzieja. Tom 1

Na koniec zostawiłam dla Was jeszcze jedną kultową propozycję, na którą sama czekałam od dłuższego czasu, bo jej poprzedni nakład wyczerpał się dawno temu. A mowa oczywiście o komiksie Kaznodzieja, który możecie kojarzyć też za sprawą głośnego ostatnio serialu z Dominicem Cooperem w roli tytułowej (jeszcze nie miałam okazji go oglądać, ale mam nadzieję, że aktor poradził sobie z tym wyzwaniem lepiej niż z ostatnim Warcraftem). Ten wydaje się być zresztą przyczyną decyzji wydawnictwa o wznowieniu komiksu, ale nie będę wdawać się w te mało istotne szczegóły :)

Wracając do samego Preachera, mówimy tu o serii, która miała wielki wpływ na to, jak wygląda obecnie amerykańska szkoła komiksowa, bo jej autorzy – ilustrator Steve Dillon i scenarzysta Garth Ennis – nie bali się „ubrudzić rąk” i postawić na bardziej naturalistyczne podejście do wielu spraw. Zresztą wystarczy wspomnieć, że drugi z Panów ma na swoim koncie takie hity, jak Punisher, Hellbazer, Hitman czy SędziaDredd i od razu wiadomo, o co chodzi. Osobiście znam i bardzo cenię te dzieła, ale nawet to nie do końca przygotowało mnie na wrażenia, jakie płyną z lektury Kaznodziei.

Zacznijmy od tego, że komiks skupia się na historii teksańskiego duchownego, który pewnego dnia zostaje nawiedzony przez niebiańsko-piekielny byt i wyrusza na poszukiwanie Boga, bo ten jako jedyny jest w stanie mu wyjaśnić, co tak naprawdę się z nim stało. Jak łatwo się domyślić, droga nie jest usłana różami, a wszystko przez brutalną amerykańską rzeczywistość i to, co przy okazji dzieje się w głowie pastora, a dzieje się tam naprawdę wiele :)

Zresztą już od pierwszych kart wiadomo, że nie bez przyczyny komiks ten oznaczony jest jako „dla dorosłych”, co widać zarówno w dialogach, jak i rysunkach, chociaż osobiście opisałabym go raczej jako „dla dojrzałego odbiorcy”. Wydarzenia prezentowane są tu bowiem w sposób niezwykle dosadny i dwuznaczny, ale jednocześnie nie znajdziemy tu zbyt wiele elementów, które byłyby w stanie zaszokować typowego współczesnego nastolatka. Owszem, język nie stroni od wulgaryzmów, a rysunki od przemocy i krwi, ale czy tego chcemy, czy też nie, tak wygląda współcześnie popkultura. Poza tym, historia tytułowego duchownego jest opowiedziana z pomysłem, nie unika trudnych tematów i stawia bardzo istotne pytania, a klimat całości idealnie podkreślają mroczne ilustracje, więc to naprawdę pozycja obowiązkowa dla każdego (dojrzałego) komiksomaniaka!

Ocena: 9/10

Egmont

 

 

Autor: Karolina Majchrzak

archiwum artykułów

2017-07-11

Podobał ci się ten tekst?

Średnia: 2

Komentarze:

Brak komentarzy

Zaloguj się aby dodać komentarz.

Zarejestruj się jeśli nie masz jeszcze konta.