Komiksowe Love 8/2017

pixabay.com

Gotowi na kolejne komiksowe podsumowanie miesiąca? W takim razie zapraszamy, bo naprawdę warto!

Sierpień to miesiąc, w którym Egmont serwuje nam całą serię komiksów, wprowadzając nas do wrześniowego restartu uniwersum DC, jakim jest Odrodzenie.

Tym samym ostatniego tomu doczekała się także flagowa seria, czyli Batman w ramach New 52, ale to nie wszystko, co mamy dla Was w tym miesiącu.

 

Batman Tom 10 - Epilog

Epilog nie jest jednak bezpośrednim wprowadzeniem Mrocznego Rycerza w Odrodzenie, jak to ma miejsce w postaci Supermana, a dość krótkim zbiorem 4 historii, tzw. one-shotów, rozgrywających się pod koniec istnienia New 52. Takie podejście w stylu Cmentarnej szychty z początku wydawało mi się dość rozczarowujące, szczególnie jak na zwieńczenie przygód "Gacka", ale trzeba przyznać, że same opowieści trzymają dość wysoki poziom.

Koniec przyszłości: Pozostałości zaskakuje przede wszystkim szokującym zakończeniem, gdzie Batman zdaje sobie sprawę ze swoich słabości i tego, iż nie jest wieczny, więc postanawia coś z tym zrobić. Dom szaleńców, czyli druga historia, chyba najbardziej przypadła mi do gustu, co wynika z prostego, lecz dobrze zrealizowanego pomysłu, z dobrze zrealizowanym twistem na końcu i klimatem rodem z horroru (czemu sprzyja osadzenie akcji w Azylu Arkham i postawienie na bohatera w postaci Bruce'a Wayne'a po cywilnemu, którzy musi zmierzyć się z kilkoma kultowymi złoczyńcami). Gotham to z kolei opowieść, gdzie bardzo dobrze budowane jest narastające napięcie, ze świetnym zaskakującym rozwiązaniem pełnym pozytywnego przesłania. Na koniec otrzymujemy zaś Listę, gdzie obrońca Gotham musi zmierzyć się z mało znanym złoczyńcą, który jednak zaszedł mu za skórę, wykradając bardzo ważną dla Bruce'a rzecz.

Generalnie wszystkie historie czyta się jednym tchem i jest to dość kameralne pożegnanie Batmana z New 52, ale nie ukrywam, że Epilog pozostawia też nieco niedosytu (tylko 4 historie). Mimo wszystko zawartość dziesiątego tomu trzyma wysoki poziom zarówno fabularny, jak i graficzny (choć trzeba mieć na uwadze, że za każdą historią stoi inny duet twórców, przez co różnice stylistyczne są naprawdę duże).

Ocena: 7,5/10

 

 

Droga do odrodzenia - Superman: Ostatnie dni Supermana

Niedawno za sprawą jednej z kolekcji na polskim rynku ponownie wydano komiks Śmierć Supermana sprzed 25 lat, za którym stał rewelacyjny Dan Jurgens. Ten sam autor napisał także scenariusz poprzedniego tomu z tej serii (Droga do odrodzenia), czyli recenzowanego przez nas niedawno komiksu Superman: Lois i Clark, który bardzo przypadł mi do gustu. Przyznam szczerze nie bardzo rozumiem politykę DC, które mając w swoich szeregach tak utalentowanego twórcę i zarazem doświadczonego w temacie uśmiercania pana z literką "S" na klacie, nie sięgnęło po jego usługi w tak ważnym wydarzeniu jakim są Ostatnie dni Supermana.

Tomasi to jednak inna liga i niestety nie udało mu się przekazać tak dobrze emocji, jakie towarzyszyły nam ponad dwie dekady temu przy kultowym dziele jego kolegi po fachu. Wynika to m.in. z faktu, że scenariusz Ostatnich dni Supermana rozbity jest na tyle wątków, iż szybko przestajemy przejmować się tym, że tytułowy bohater umiera, powoli tracąc siły i koncentrujemy się na bieżących wydarzeniach. A dzieje się tu dużo, ponieważ Superman nie tylko postanawia domknąć wszystkie otwarte sprawy, ale pojawiają się i nowe wątki (jak wyprawa do Chin i konfrontacja z tamtejszą supergrupą). Nie pomaga także fakt, że gro wydarzeń, które przyczyniły się do obecnej formy Clarka, prezentowana była w komiksach, które nie ukazały się w naszym kraju (chociaż biorąc pod uwagę ich poziom, raczej nie ma czego żałować). Na to nakłada się narracyjny chaos mający na celu jak największą widowiskowość (starcie kilku Supermanów? Czemu nie!), zamiast skupienia się na emocjonalnej warstwie tak istotnego wydarzenia jak śmierć najpotężniejszego superbohatera w uniwersum DC (choć miejscami widać ku temu starania, jak np. pożegnania z przyjaciółmi, ale te są raczej mało przekonujące).

Do tego za rysunki odpowiadają różni artyści i  szata graficzna jest bardzo nierówna, więc bardzo dobre zeszyty przeplatane są co najwyżej przeciętnymi (przy tak istotnym komiksie warto było zadbać o możliwie najwyższą jakość). Tak czy inaczej, i tak warto, a nawet trzeba sięgnąć po ten komiks, ponieważ prezentuje on bardzo ważne wydarzenia, w praktyce wieńczące losy Człowieka ze Stali w ramach New 52. Na szczęście na horyzoncie jawi się już lepsze zastępstwo w postaci "starego" Supermana, który zaliczył naprawdę udany debiut w Los i Clark i liczę na to, że za sprawą nadchodzącego Odrodzenia Superman w końcu powróci do dawnej formy na dłużej. Podsumowując, Ostatnie dni Supermana nieco rozczarowują, ale mimo wszystko są lekturą obowiązkową (szczególnie dla osób, które mają zamiar wejść od września w nadchodzący restart DC).

Ocena: 6/10

 

 

Uniwersum DC - Odrodzenie

Kiedy już skończycie czytać oba tomy z serii Droga do odrodzenia wydane przez Egmont, Waszym kolejnym krokiem powinno być sięgnięcie po Odrodzenie, które trafiło na nasz rynek w formacie DC Deluxe. Jest to lektura obowiązkowa, która wprowadzić ma nas w przemodelowany świat uniwersum DC i  wydarzenie na miarę Kryzysu na nieskończonych ziemiach Flashpoint – Punkt krytyczny. Swoją drogą Odrodzenie ma wiele wspólnego z tymi historiami i nie chodzi tylko o restart świata DC, ale także rolę jaką odgrywa tu postać Flasha czy scenarzysty w osobie Geoffa Johnsa, który napisał także Flashpoint, a w sumie stał się już etatowym specjalistą DC od przełomowych wydarzeń dla uniwersów (w tym wskrzeszania postaci), a w ramach New 52 stał m.in. za Ligą Sprawiedliwości.

Odrodzenie to naprawdę wyjątkowe dzieło, które zachwyca ilością nawiązań, symboliki, alegorii czy odniesień do przełomowych wydarzeń ze świata DC. Jego największa siła może być jednak odczytywana również jako największa słabość, ponieważ dla młodszych  albo mniej oczytanych czytelników wiele scen i wydarzeń może być niezrozumiałych, bo nie będą oni w stanie odczytać drugiego dna. Wbrew temu, co zdaje się bowiem sugerować DC, rozpoczynający się w Polsce we wrześniu restart nie będzie przyjazny dla nowych czytelników, ale stanowić będzie raczej ukłon w stronę starszych fanów, którzy do nie do końca zaakceptowali zmiany jakie przyniosło New 52. Nie chcę jednak wyrokować przedwcześnie i z ostateczną oceną wstrzymam się jeszcze jakiś czas.

Wracając jednak do samego Odrodzenia, to komiks koncentruje się na postaci Wally Westa - niegdyś znanego jako Kid Flash, a potem Flash, który został uwięziony poza czasem i przestrzenią, przez co nikt dziś nie pamięta, że w ogóle istniał. Tylko on wie, że ktoś skradł wszystkim ludziom dziesięć lat życia, w wyniku czego rzeczywistość uległa poważnym zmianom. Aby znaleźć winnego zamieszania i uświadomić przyjaciołom, co się dzieje, Wally musi powrócić na Ziemię. My śledzimy zaś kolejne próby powrotu bohatera do świata, które okazują się niepowodzeniem - ulegający powolnemu unicestwieniu Flash zdaje sobie sprawę, że tylko od niego zależy los wszechświata, więc walka toczy się o najwyższą stawkę.

Johns bardzo umiejętnie daje nam odczuć ducha potężnej siły, która z ukrycia stara się wpływać na losy całego uniwersum i sugeruje, że możemy mieć do czynienia z postaciami znanymi z kultowych Strażników Alana Moore'a i Dave’a Gibbonsa. Połączenie uniwersów Watchmenów z DC wydaje się być kontrowersyjnym zagraniem, ale jednocześnie bardzo intrygującym i jeśli poszczególni twórcy umiejętnie to rozegrają, to możemy być świadkami bardzo interesujących wydarzeń. Poza tym, warstwa graficzna wypada naprawdę dobrze i trudno się temu dziwić, ponieważ Ethan van Sciver, Ivan Reis i Phil Jimenez znają się na swojej robocie jak mało kto w tej branży.

Niestety, w odróżnieniu od Punktu krytycznego, Odrodzenie raczej słabo się broni jako samodzielne dzieło i trzeba traktować je jako bezpośrednie wprowadzenie do restartu świata, czyli taką lekturę uzupełniającą. Na pochwały zasługuje polskie wydanie, ponieważ Egmont najwyraźniej zdał sobie sprawę z hermetyczności tego tomu i zastosował przypisy, gdzie tłumaczone są wszelkie zawiłości scenariusza  i odniesienia do poprzednich wydarzeń. Co prawda Odrodzenie stawia raczej więcej pytań niż udziela odpowiedzi, ale przyznam szczerze, że zaostrzyło mi apetyt na nadchodzące komiksy z nowej serii i już nie mogę się doczekać wrześniowych premier.

Ocena: 8/10

 

 

Punisher Max. Tom 2

Komisy ze stajni DC zdominowały nasze sierpniowe zestawienie, ale mamy także coś od Marvela. I to nie byle co, ponieważ drugi tom Punishera z serii Max od Gartha Ennisa. Jak dla mnie jest to połączenie idealne, ponieważ Frank Castle to jedna z moich ulubionych komiksowych postaci, a irlandzkiego twórcę plasuję w pierwszej trójce najlepszych scenarzystów w tej branży. Jak wypada zatem drugi tom? Rewelacyjnie. I na tym mogłabym zakończyć tę recenzję, jednak jestem Wam winna nieco dłuższe wyjaśnienie.

Podobnie jak w pierwszym tomie, wydanym przed kilkoma miesiącami, także i tym razem otrzymujemy dwie historie z Punisherem w roli głównej - Mateczka Rosja oraz Góra jest dołem, a czarne jest białe. Tym razem te prezentują równiejszy, bardzo wysoki poziom, zarówno pod względem scenariusza, jak i rysunków (chociaż za grafikę odpowiadają inni twórcy, czyli Dougie Braithwaite i Leandro Fernández, to jednak udało zachować się bardzo spójny styl potęgujący posępny klimat i sugestywną przemoc).

W pierwszej historii na zlecenie samego Nicka Fury’ego (świetny występ tej postaci) Punisher wyrusza na Syberię, gdzie przechowywany jest najbardziej śmiercionośny wirus na świecie. Samobójcza misja budzi ze snu demony zimnej wojny, a świat po raz kolejny znajduje się na krawędzi katastrofy nuklearnej. W drugiej do miasta powraca zaś Nicky Cavella, który zrobi wszystko, by zjednoczyć mafię  i raz na zawsze rozprawić się z Punisherem. Mafiozo wie jak zajść Frankowi za skórę, ale chyba nie zdaje sobie sprawy z tego, że jego działania uwolniły bestię.

Obie historie to niby klasyczna rozwałka, w której Punisher zmierza do celu po trupach, ale Ennis jak mało kto wie jak przedstawić losy tego antybohatera, by nie zrobić z tego tylko bezmózgiej młócki. Nie brakuje tu charakterystycznych dla tego autora elementów, czyli czarnego humoru, niezwykle brutalnie i dosadnie ukazanej przemocy (wręcz przerysowanej), ale i świetnie nakreślonych postaci. Ba, nawet romans, w który Punisher wdaje się w Góra jest dołem, a czarne jest białe wypada niezwykle przekonująco. Drugi tom, podobnie jak pierwszy to zdecydowanie lektura dla dorosłych czytelników, o czym wydawca ostrzega dość wyraźnie. Poza tym, jest tu wszystko, co musi posiadać świetny komiks - od wyrazistych, dobrze zmotywowanych postaci, przez dobrze rozpisany i trzymający w napięciu scenariusz, aż po umiejętnie oddające klimat rysunki. Zdecydowanie polecam.

Ocena: 9,5/10

 

 

Wiedźmin. Klątwa kruków tom 3

Na szczęście doczekaliśmy czasów, kiedy postaci Wiedźmina nie trzeba już nikomu przedstawiać, bo białowłosy Geralt z Rivii na dobre rozgościł się w naszej kulturze i ani myśli się wynieść. Najpierw doczekaliśmy się wybitnej gry od CD Projekt RED, później przyszła pora na komiksy, a teraz dociera do nas coraz więcej informacji na temat serialu realizowanego przez Netflixa – nic, tylko się cieszyć. Wracając jednak do komiksów, właśnie doczekaliśmy się debiutu trzeciego tomu przygód tego bohatera, zatytułowanego Klątwa kruków, za rysunki do którego odpowiada Piotr Kowalski.

A co z fabułą? Dokładnie to, czego można było się spodziewać, czyli Geralt i Ciri otrzymują kolejne ryzykowne zadanie. Tym razem chodzi o właścicielkę łaźni w Novigradzie, która wynajmuje ich do zabicia strzygi, która od pewnego czasu grasuje po mieście i sieje postrach wśród mieszkańców. I jeśli liczyliście na to, że cała akcja kończy się efektowną walką z użyciem wiedźmińskich mieczy, to nic z tego … ale wiecie co? To nawet lepiej, bo historia bardzo dobrze oddaje ducha pierwowzoru wykreowanego przez Andrzeja Sapkowskiego i kryje w sobie drugie dno – tu nic nigdy nie jest czarno-białe. Do akcji wkroczy więc nowa tajemnicza postać, czyli potrafiący zamieniać się w kruka Elid, a także dobrze znana fanom Wiedźmina czarodziejka Yennefer, która jednak wydaje się tym razem trzymać inną stronę niż Geralt i Ciri. Zaciekawieni? I bardzo dobrze, bo od Klątwy kruków wprost nie można się oderwać i z pewnością warto po nią sięgnąć, szczególnie jeśli macie już nieco dość superbohaterów.

Ocena: 9/10

 

 

 

Autor: Karolina Majchrzak

Podobne artykuły:

Komiksowe Love 06/2017 ( 2017-07-11 )
archiwum artykułów

2017-08-30

Podobał ci się ten tekst?

Średnia: 0

Komentarze:

Brak komentarzy

Zaloguj się aby dodać komentarz.

Zarejestruj się jeśli nie masz jeszcze konta.