Komiksowe Love 9/2017

pixabay.com

Zapraszamy na nasze kolejne komiksowe podsumowanie miesiąca - tym razem na tapecie wrześniowe premiery Egmontu.

A miesiąc upłynął głównie pod znakiem resetu uniwersum DC, czyli Odrodzenia - zupełnie nowego startu doczekali się choćby Batman i Superman - czy udanego?

Przekonajcie się z naszej recenzji, w której również drugi tom świetnego Gnata oraz legendarnego komiksu Kaznodzieja - miłej lektury!

Egmont

 

Batman tom 1: Jestem Gotham

W ramach nowej inicjatywy DC jaką jest Odrodzenie, polski wydawca  w pierwszej kolejności postawił oczywiście na Batmana, który jest jednym z najpopularniejszych komiksowych bohaterów na świecie. Restart uniwersum to oczywiście nowe otwarcie dla wszystkich postaci i nie inaczej jest z Mrocznym Rycerzem. Choć jeśli ktoś liczył na to, że Odrodzenie przyniesie zupełnie nowy porządek rzeczy, to nic z tego, ponieważ jest to wielowymiarowy projekt, który powraca do wydarzeń sprzed Flashpoint, ale jednocześnie nie odcina się zupełnie od New 52. Co więcej, wplata do świata DC także bohaterów Strażników Alana Moore'a.

Powróćmy jednak do Jestem Gotham. Tytuł ten jest wieloznaczny, ponieważ w Gotham, czyli mieście, z którym utożsamia się Gacek, pojawiła się para ludzi obdarzonych mocami porównywalnymi z mocą Supermana. Są skłonni poświęcić wszystko w imię uratowania tego, co w mieście nie zostało jeszcze skażone złem, dlatego nadali sobie przydomki Gotham i Gotham Girl. Para zaczyna swoją działalność z przytupem, ponieważ ratując Batmana przed niechybną śmiercią. Jak jednak można się domyślać, Bruce nie do końca ufam superbohaterom, którzy pojawiają się znienacka i zastanawia się co się stanie, jeśli nowi strażnicy przejdą na stronę zła?

Z przykrością muszę stwierdzić, że wejście Batmana w Odrodzenie wypada wyraźnie poniżej oczekiwań i liczyłam przynajmniej na tak mocne uderzenie jak Trybunał Sów w wykonaniu Scotta Snydera. Tymczasem otrzymałam przeciętną historyjkę, o której za kilka miesięcy zapewne nie będę pamiętać. Zastawiam się także nad zupełnie zbędną rolą Duke’a Thomasa, znanego już z New 52, który teraz oficjalnie dołączył do rodziny Batmana. Tylko po co, jeśli jego rola ogranicza się do tego, czym dotychczas zajmował się Alfred? Pochwalić mogę za to Toma Kinga za elementy humorystyczne, szczególnie te z udziałem Alftreda, choć i tu czasami przesadził (kamerdyner w roli Batmana). David Finch także nie wykazał się jakąś większą kreatywnością w realizacji nowych bohaterów, którzy są po prostu nijacy. Na marginesie muszę jeszcze dodać, że nie bardzo przypadł mi do gustu nowy strój Batmana, ale to szczegół.   

Na koniec pozostaje jeszcze kwestia wydania - niestety Egomont postanowił, że wraz z Odrodzeniem nowe komiksy DC wydawane będą w podobnej formie jak Marvel Now, czyli miękkiej okładce ze skrzydełkami. Wcześniej otrzymywaliśmy grube wydania w twardej oprawie, więc możemy mówić o spadku jakości. Do samego papieru nie mam jednak uwag, ale okładki moim zdaniem nie prezentują się najlepiej.

Mówiąc krótko, Jestem Gotham nie jest złym komiksem, ale też niewystarczająco dobrym na nowy start uniwersum, szczególnie dla tak ikonicznej postaci. W tym przypadku nie zachwyca ani warstwa fabularna, ani graficzna, więc możemy mówić o rozczarowaniu. Mam jednak nadzieję, że Batman zaliczy wkrótce zwyżkę formy, a to za sprawą dwóch innych serii szykowanych przez Egmont, czyli All-star Batman i Detective Comics Batman.

Ocena: 6/10

Egmont

 

Superman tom 1: Syn Supermana

W premierowym miesiącu Odrodzenia nie mogło zabraknąć drugiego flagowego superbohatera DC. Bez owijania w bawełnę mogę już na wstępie przyznać, że ten trzyma poziom tomu Droga do Odrodzenia. Superman – Lois i Clark, który stanowił swoiste wprowadzenie nowego/starego Supermana. Na dobre możemy pożegnać już więc nieudaną próbę odmłodzenia tej postaci w ramach New 52, która okazała się sromotną porażką.

Co istotne, Superman autorstwa Petera Tomasiego i Patricka Gleasona nie jest tak sztampowy i nudny, jak często to bywało w przypadku tej postaci. Musi się on przede wszystkim odnaleźć w nowej rzeczywistości (a nawet nowym świecie), gdzie po pierwsze przejmuje schedę po poległym właśnie poprzedniku ( Ostatnie dni Supermana), na dodatek okazuje się, że jego syn Jonathan zaczyna przejawiać moce charakterystyczne dla ojca (ojcostwo okazuje się być dla Clarka niejednokrotnie trudniejsze od ratowania świata). Jakby tego było mało, nie jest on jedynym ocalałym z Kryptona, który odbył podróż do tej rzeczywistości. W tym tomie Supek będzie musiał dodatkowo stawić czoło Eradicatorowi, co z kolei pozwoliło scenarzystom zacieśnić relację ojca z synem i pokazać genezę nowego duetu na miarę Batmana z Robinem, a dodatkowo umożliwiło rysownikom (dość długo lista, bo swoje ołówki maczali tu: Doug Mahnke, Mick Gray, Jaime Mendoza, Patrick Gleason, Jorge Jimenez) do zaprezentowania efektownych i dynamicznych scen walki. Zdecydowanie jest na czym zawiesić oko, a mi do gustu najbardziej przypadły grafiki Jimeneza.

Nawet jeśli nie przepadacie za postacią z "S" na piersi, to uważam, że warto dać szansę nowemu Supermanowi, ponieważ jego "odrodzenie" wypada niezwykle dobrze i mam wrażenie, że po wielu latach posuchy postać ta w końcu doczekała się komiksów na jakie zasługuje. Poza tym, na chwilę obecną zapowiada się to na najlepszą serię w ramach restartu DC.

Ocena: 8,5/10

Egmont

 

Wolverine: Trzy miesiące do śmierci. Tom 1

Nie będę kłamać ... Wolverine jest moim ulubionym superbohaterem, ale komiksy z udziałem Logana, jakie otrzymywaliśmy w ramach Marvel Now, nie przekonały mnie do siebie i po prostu dość szybko zrezygnowałam z ich czytania. Kiedy jednak zobaczyłam zapowiedź nowej serii Trzy miesiące do śmierci, ponownie pojawił się u mnie element ekscytacji i liczyłam na to, że tak zatytułowane dzieło przedstawi dojrzałą, mroczną historię z końca życia Rosomaka. Niestety znowu dałam się nabrać ... Dzieło Paula Cornella (scenarzysta) oraz Ryana Stegmana i Gerardo Sandovala (ilustratorzy) wypada bardzo słabo, wręcz fatalnie i chociaż nie chcę się nad nim za bardzo pastwić, to praktycznie nic się tu nie zgadza. Po części jest to wina polskiego wydawcy, który tak dobrał zeszyty do tej serii, że mamy wrażenie, że zaczynamy czytać historię od środka zamiast od początku. Dość przelotnie bowiem dowiadujemy się o starciu Logana z Sabertoothem, które skończyło się fatalnie dla Wolverine'a i główny bohater pozbawiony zostanie swojej największej zdolności, czyli czynnika regeracyjnego.

Sam pomysł nie jest może zbyt oryginalny, ale dawał twórcom spore pole do popisu – niestety ponieśli oni porażkę. Historia o tym jak to Logan rzekomo odwraca się od bliskich i przyłącza do grupy złoczyńców, by dorwać swoje nemezis, jest grubymi nićmi szyta. Poza tym, dialogi są kiepskie, poszczególne sceny wydają się wyjęte z kontekstu, a całość napisana jakby do najmłodszych czytelników, przez co przesiąknięta "ziomalskim" klimatem i infantylnością (czego najlepszym przykładem jest scena w studio tatuażu oraz specjalna zbroja Rosomaka). Do tego dochodzą karykaturalne rysunki nasuwające skojarzenia z anime, a taki styl nijak zdaje się pasować do postaci Wolverine'a. Co więcej, brak tu jakiejś głębszej refleksji, która powinna towarzyszyć bohaterom zmierzającym ku niechybnemu końcowi. Mówiąc wprost, po raz kolejny jestem mocno zawiedziona.

Ocena: 3,5/10

Egmont

 

 

Autor: Karolina Majchrzak

Podobne artykuły:

Komiksowe Love 10/2017 ( 2017-11-27 )
archiwum artykułów

2017-10-08

Podobał ci się ten tekst?

Średnia: 0

Komentarze:

Brak komentarzy

Zaloguj się aby dodać komentarz.

Zarejestruj się jeśli nie masz jeszcze konta.