Kreatywne sposoby na jesienne wieczory

pixabay.com

Nie oszukujmy się, przyszła jesień i to nie taka ukochana przez wszystkich „złota polska” skąpana w promieniach słońca, ale szara, zimna i przygnębiająca, której długie ponure wieczory potrafią mocno dać w kość.

Jak widzicie nie nastraja mnie to najlepiej, więc postanowiłam poszukać dla siebie zajęcia, które pozwoliłoby złagodzić skutki „odstawienia lata” i umilić nieco ten trudny czas roku, który niestety dopiero się zaczyna.

I wiecie co? Znalazłam, o czym za chwilę się przekonacie! Najpierw wróciłam do swoich ukochanych puzzli, ale okazało się, że układanie maleńkich elementów przy sztucznym świetle jest dużym wyzwaniem dla oczu, więc to jeszcze nie do końca było to.

Wtedy przypomniałam sobie, że na półce w księgarni widziałam ostatnio kolorowanki dla dorosłych, które mają nie tylko uprzyjemniać czas, ale i zapewniać trening antystresowy. I chociaż już dawno przestałam wierzyć w zapewnienia wydawców, tym razem muszę przyznać im rację … to działa.

Przy okazji dowiedziałam się też, że branża tego typu wydawnictw dla nieco starszego odbiorcy jest w ogromnym rozkwicie, a na rynku dostępny mamy ogromny wybór i to nie tylko malowanek, ale i innych podobnych form, które postanowiłam sprawdzić.

pixabay.com

 

Na pierwszy ogień poszła najnowsza z publikacji, czyli Trzy kolory wystarczą. Rysuj!, chociaż nigdy nie byłam dobra w rysowaniu. Tym razem twórcy przekonują nas jednak, że każdy może tworzyć ciekawe obrazki i to z wykorzystaniem zaledwie 3 kolorowych długopisów – czarnego, niebieskiego i czerwonego, zatem postanowiłam to sprawdzić, a mówiąc szczerze, to udowodnić im jak bardzo się mylą w przypadku takiego beztalencia jak ja :)

Jakie więc było moje zaskoczenie, kiedy okazało się, że wystarczy dobry „nauczyciel”, w tym wypadku poradnik, a kolorowe rysunki tworzą się niemal same. Jeśli więc od zawsze macie tendencję do bazgrania gdzie tylko popadnie, to książka jest właśnie dla Was – ja ubawiłam się przy niej świetnie, a przy okazji uświadomiłam sobie jak niewiele trzeba, by nasza wyobraźnia wskoczyła na zupełnie nowy poziom. Z przyjemnością więc po nią sięgam, kiedy tylko mam słabszy humor albo potrzebuję w zabawny sposób ozdobić prezent czy też kartkę dla kogoś bliskiego – wyraz ich twarzy na widok cudownych stworków bezcenny :)

 

 

Kolejne propozycje przeniosły mnie za to w cudowny świat dzieciństwa i przypomniały, jak bardzo lubiłam kolorowanki i komiksy dla dzieci, w których czekały na nas najróżniejsze zadania – rebusy, labirynty, zagadki czy łączenie kropek. To ostatnie było jednym z moich ulubionych zajęć, więc kiedy w moje ręce trafiła książka Połącz kropki. Pejzaże miast Thomasa Pavitte (grafik i artysta eksperymentalny posługujący się skomplikowanymi technikami, by tworzyć dzieła o wysokim stopniu złożoności) byłam po prostu wniebowzięta. Postanowiłam od razu zrobić sobie filiżankę gorącej czekolady i zabrać się do „pracy”, bo przecież kropki nie połączą się same.

W książce dostajemy dokładanie 20 obrazków składających się z 1000 kropek i przyznam szczerze, że spodziewałam się większej ilości, bo wydawało mi się, że w  obecnej formie to jeden wieczór i będę miała całą książkę z głowy. Szybko okazało się jednak, że byłam w błędzie, bo pejzaże z najbardziej charakterystycznymi elementami słynnych miast z całego świata są niezwykle wymagające i na ukończenie każdego potrzeba co najmniej 45 minut, a najczęściej zajmuje to około godziny. Oczywiście godziny ciężkiej pracy, bo wpatrywanie się w maleńkie kropki z cyferkami jest niezwykle wymagające, ale spokojnie – satysfakcja i duma po ukończeniu dzieła gwarantowana :) Muszę tylko wspomnieć, że lepiej od razu zaopatrzyć się w linijkę albo coś, przy czym można narysować linię, bo chociaż ta nie musi być prosta i autor książki o tym nie wspomina, to często trudno sobie bez niej poradzić. Tak czy inaczej, polecam serdecznie i sama szykuję się do zakupu kolejnych serii, może tym razem zwierzaki kuszące z okładki słodkim mopsem?

 

 

Ten sam autor odpowiada również za Kwerkle. Zwierzęta, czyli „zupełnie inne kolorowanki”, które również mocno zwróciły moją uwagę. O co tu konkretniej chodzi? O portrety zwierząt przedstawione za pomocą okręgów, które sami musimy pokolorować – przyznam szczerze, że na początku widziałam tylko mnóstwo kółek i nic więcej, trudno mi było domyślić się nawet jakie zwierzę obecnie koloruję. Na szczęście szybko można załapać o co chodzi i z czasem nabiera się wprawy, chociaż i tak muszę ostrzec, że to uzależniająca zabawa, przy której przepadamy na długie godziny.

Szczególnie, że mamy różne techniki wypełniania obrazków – możemy np. wybrać sobie 5 kolorowych kredek/długopisów/mazaków, którymi wypełniać będziemy okręgi oznaczone numerkami 1-5 albo wybrać wariant jednokolorowy. W tym drugim wypadku sięgamy po ołówek, którego kolor stopniujemy różnie dociskając go do kartki lub też wybieramy technikę kreskowania – do każdego numeru przypisujemy inny wzór. Która metoda jest ciekawsza? Obie bardzo mi odpowiadały, ale najbardziej przypadł mi do gustu ołówek – może dlatego, że zawsze mam go pod ręką od czasu, kiedy zaczęłam łączyć kropki. Nie ukrywam jednak, że gdyby autor wpadł na to, by w środku były po 2 kopie każdego rysunku, żeby można było spróbować różnych technik na tym samym wzorze, to książka byłaby jeszcze lepsza.

 

 

Nieco młodsi czytelnicy mogą jeszcze sięgnąć po propozycję Alfiego Deyesa, czyli słynnego youtubera, który wydał właśnie drugą część swojego bestsellera Książka bez sensu. To oczywiście kontynuacja pierwowzoru, w którym autor zapraszał swoich fanów do udziału w zwariowanych zabawach przez niego wymyślonych – proponował na przykład, żeby poprosić kogoś nieznajomego o rysunek w książce, samodzielne narysowanie komiksu, zabawy słowne z przyjaciółmi, których efektami można dzielić się w sieci, poszukiwanie kobiety z brodą, projektowanie własnego wehikułu czasu i inne umilacze czasu.

W drugiej części pomysłów jest jeszcze więcej i są równie zwariowane – Alfie sięga po zadania ze złudzeniami optycznymi, namawia do napisania piosenki „bez sensu”, proponuje kilka rebusów i kolorowanek, a także zachęca do … poszukiwania skarbu z przyjaciółmi i wielu innych aktywności. Co więcej, jego książce towarzyszy aplikacja na Androida do pobrania za darmo z Google Play, dzięki której możemy zobaczyć jak Książkę bez sensu wypełnił jej autor oraz obejrzeć ukryte filmiki Alfiego. Podsumowując, jeśli nie boicie się dobrej zabawy, to polecam uruchomić wyobraźnię z tymi książkami.

 

Autor: Karolina Majchrzak

archiwum artykułów

2016-10-18

Podobał ci się ten tekst?

Średnia: 1

Komentarze:

Brak komentarzy

Zaloguj się aby dodać komentarz.

Zarejestruj się jeśli nie masz jeszcze konta.