Liga sprawiedliwości - recenzja filmu

Poszkole

Jak już zapewne wiecie z moich poprzednich recenzji, choćby Batman v Superman czy Wonder Woman, bardzo cenię sobie uniwersum DC, które jest moim zdaniem mroczniejsze i dojrzalsze niż propozycje Marvela.

Z tego też powodu - a także jednego innego, ale o tym za chwilę :) - nie mogłam odmówić sobie wypadu do kina na Ligę sprawiedliwości, która od kilku dni gości na ekranach naszych kin.

A o czym w ogóle mowa? No właśnie, osoby kiepsko orientujące się w dotychczasowych produkcjach DC będą miały z tym spory problem, bo Liga sprawiedliwości to bezpośrednia kontynuacja Batman v Superman: Świt sprawiedliwości, a pojawiają się tu również postaci i wątki z wcześniejszego Człowieka ze stali czy całkiem świeżego Wonder Woman.

Jeśli więc nie widzieliście jeszcze tych filmów, a macie taki zamiar, to polecam skończyć czytanie już w tym miejscu i powrócić do naszego tekstu dopiero po nadrobieniu zaległości. Jeżeli zaś jesteście ze wszystkim na bieżąco, to małe wprowadzenie do tytułu z oficjalnego opisu dystrybutora:

Napędzany przez odnowioną wiarę w ludzkość i zainspirowany przez bezinteresowny akt Supermana, Bruce Wayne wraz z pomocą swojej nowej sojuszniczki, Diany Prince, musi stawić czoła jeszcze większemu przeciwnikowi. Batman i Wonder Woman szybko werbują drużynę nadludzi, aby stanąć przed nowym zagrożeniem. Pomimo powstania tej niebywałej ligi bohaterów - Batman, Wonder Woman, Aquaman, Cyborg, Flash - może być już za późno, by ocalić planetę przed ogromnym atakiem.

instagram.com/entertainmentweekly



Zapowiada się ciekawie? No jasne, bo taka ilość bohaterów to po prostu przepis na sukces! No dobra, może trochę się zapędziłam, ale wystarczy spojrzeć na sukces kasowy wszystkich części Avengers od Marvela, żeby przekonać się, że coś jest na rzeczy. Szczególnie jeśli postaci są dobrze zagrane, a tego Lidze sprawiedliwości odmówić nie można.

I chociaż wybory wytwórni były szeroko komentowane, a szczególnie Ben Affleck w roli Batmana, to nie da się ukryć, że udowodnił on już, że wcale nie był złym wyborem do tej roli - już widzę minę ortodoksyjnych fanów Christiana Bale’a i serdecznie pozdrawiam :) Trzeba bowiem wziąć pod uwagę fakt, że tym razem mamy do czynienia z nieco inną “wersją” tej postaci, wyraźnie i mocno inspirowaną komiksami Franka Millera i do tej konwencji Affleck jak najbardziej pasuje. Osobiście bardziej kwestionowałabym inny wybór Zacka Snydera, a mianowicie Henry’ego Cavilla w roli Supermana, bo ten średnio mi odpowiada (ale to już kwestia osobistych sympatii), ale za nic w świecie nie wymieniłabym Gal Gadot, która idealnie wpasowała się w postać Wonder Woman. Do swojej roli Alfreda powraca również Jeremy Irons, ale to zawsze pewniak, więc i tym razem nie można mu nic zarzucić.

No dobra, ale każdą z tych postaci widzieliśmy już w swoim filmie, więc zostały wcześniej “sprawdzone’, pora więc przyjrzeć się świeżakom, czyli …Cyborg, Flash i Aquaman wystąp! Jeżeli chodzi o pierwszych dwóch aktorów, czyli Raya Fishera i Ezrę Millera, to trzeba przyznać, że zaliczyli oni całkiem udany debiut w uniwersum DC, ale … szybko zostali przyćmieni przez bardziej doświadczonego Jasona Momoę, który wcielił się w Aquamana i skupił na sobie całą uwagę - a przynajmniej moją, bo to właśnie jest drugi z powodów, dla których wybrałam się do kina. I powiem Wam szczerze, że się nie zawiodłam i kompletnie nie rozumiem, czemu w tym roku to Blake Shelton zgarnął tytuł “najseksowniejszego faceta na świecie” - czyżby głosujący nie widzieli jeszcze Ligi? :) A tak całkiem serio wygląda na to, że aktor na stałe został zaszufladkowany jako etatowy przystojny mięśniak i po rolach Conana i Khala Drogo zostanie z nami na dłużej jako władca mórz, a ja nie mam nic przeciwko.

Niestety nie ze wszystkim poszło twórcom tak dobrze jak z wyborem obsady i są przynajmniej dwie kwestie, nad którymi przydałoby się popracować. Oczywiście zdaję sobie sprawę z faktu, że część niedoskonałości wynika z nieplanowanej zmiany reżysera w tzw. międzyczasie, bo ze względu na sprawy osobiste Zack Snyder odsunął się w pewnym momencie od filmu, ale i tak dość mocno kłują one po oczach. A mowa o efektach specjalnych, które są nie tyle słabe, co bardzo nierówne - w jednej z początkowych scen oglądamy sekwencję z Wonder Woman, która wygląda tak fatalnie, że już wtedy bałam się, że wyjdę z kina, jak całość będzie tak wyglądać. Na szczęście tak się nie stało, ale miejscami jest naprawdę poniżej przeciętnej, co w filmie za takie pieniądze nie powinno w ogóle mieć miejsca.

Druga sprawa to historia - tu z pewnością pojawią się ambiwalentne odczucia, bo z jednej strony mamy kontynuację wydarzeń z Batman v Superman: Świt sprawiedliwości, a z drugiej zamkniętą opowieść, która nie do końca przekonuje nas co do konieczności powołania specjalnej ligi bohaterów ratującej świat. Dlaczego? Głównie z powodu kiepsko nakreślonego i mało znanego głównego przeciwnika, Steppenwolfa, który koniec końców okazuje się jedynie przedsmakiem do tego, co nadejść ma w kolejnych odsłonach filmu, o ile te w ogóle powstaną, bo nie da się ukryć, że krytycy nie zostawili na Lidze suchej nitki, co przełożyło się na bardzo przeciętne wyniki sprzedaży biletów.

Podsumowując, Liga sprawiedliwości to z pewnością nie jest film dla każdego, ale fani uniwersum DC bez problemu znajdą w nim coś dla siebie - przecież nie pójdziemy do kina na Listy do M. 3, prawda? :) Na szczególną pochwałę zasługują aktorzy, którzy pociągnęli cały film pomimo bardzo przeciętnej historii i głównego przeciwnika, a to bardzo dobrze o nich świadczy - dobrze oglądało się również sceny walki i nowe zabawki naszych bohaterów, a szczególnie Batmana, który nigdy nie zawodzi pod tym względem. A że efekty były przeciętne, no cóż … pozostaje nam trzymać kciuki, żeby następnym razem było lepiej!

 

Autor: Karolina Majchrzak


 
 

Podobne artykuły:

Wonder Woman - recenzja filmu ( 2017-06-06 )
archiwum artykułów

2017-11-25

Podobał ci się ten tekst?

Średnia: 7

Komentarze:

Brak komentarzy

Zaloguj się aby dodać komentarz.

Zarejestruj się jeśli nie masz jeszcze konta.