Logan - recenzja filmu

s3.foxmovies.com

Na ekranach kin można właśnie oglądać najnowszą, a zarazem ostatnią, część przygód Wolverine'a z Hugh Jackmanem w roli głównej.

A mowa oczywiście o filmie Logan, będącym zwieńczeniem długiej historii aktora i popularnej marvelowskiej postaci, która trwa już 17 lat!

Nie wierzycie? Trudno się temu dziwić, szczególnie patrząc na formę słynnego Australijczyka, ale fakty nie kłamią – pierwszy film z uniwersum X-Men debiutował na ekranach kin w 2000 roku i od tego czasu tylko jeden człowiek był dla nas Rosomakiem.

I teraz napiszę coś, co niektórym z Was może się nie spodobać  – to z pewnością nie będzie obiektywna recenzja (o ile w ogóle można mówić w ten sposób o tej formie dziennikarskiej), bo ja po prostu uwielbiam Hugh Jackmana za Wolverine’a :)W związku z tym wiadomość o premierze Logana przyjęłam z mieszanymi uczuciami - z jednej strony bardzo się ucieszyłam, bo to przecież nowy film, a z drugiej … aktor głośno mówił o tym, że po raz ostatni zakłada „pazury”, z czym do dziś nie mogę się pogodzić. Szczególnie po obejrzeniu Logana, ale zacznijmy od początku …

Idę o zakład, że większość z Was widziała chociaż jeden film o superbohaterach, w którym pojawia się postać Wolverine’a, ale biorąc pod uwagę, że kręcili je różni reżyserzy, nie zawsze trzymający się jakiejkolwiek chronologii czy logiki, przypomnę pokrótce o co chodzi w najnowszej odsłonie i kim jest nasz tytułowy bohater.

I tak, Rosomak po raz pierwszy pojawia się w komiksie Incredible Hulk vol. 1 #181 z października 1974 i w tym wydaniu jest jedynie przeciwnikiem Hulka. Później staje się również członkiem X-Menów, Avengersów czy Alpha Flight, a jego zdolności są naprawdę wyjątkowe. Jego ciało cechuje przed wszystkim umiejętność ponadprzeciętnej regeneracji, więc wszystkie obrażenia goją się na nim błyskawicznie, a poza tym … dysponuje kostnymi, później zespolonymi z niemal niezniszczalnym  adamantium, szponami wysuwanymi z dłoni, które są jego znakiem rozpoznawczym.

Co jednak ciekawe, w Loganie mamy do czynienia z nieco „zakurzonym” Wolverinem, luźno wzorowanym na komiksie Old Man Logan, który bardziej pasuje do świata wykreowanego przez reżysera Jamesa Mangolda. Jak bowiem możemy przeczytać w oficjalnym opisie filmu: - W niedalekiej przyszłości  zmęczony życiem Wolverine czuje się zagubiony w świecie, w którym zdziesiątkowani mutanci żyją na marginesie społeczności ludzkiej. Jego mentor i przyjaciel Charles Xavier, znany jako Profesor X, przekonuje go jednak, by wziął udział w ostatniej misji, w której stawką jest życie młodej dziewczyny, jedynej nadziei rasy mutantów.

I wiecie co? Takie postawienie sprawy wyszło całej produkcji na dobre, bo otrzymaliśmy dojrzały film dla dorosłych widzów, w którym główni bohaterowie wznieśli się na wyżyny swoich aktorskich umiejętności.

Po pierwsze świat przyszłości, w którym mutanci – zazwyczaj znacznie potężniejsi  od ludzi – praktycznie wyginęli, a mówiąc wprost zostali wybici, jest niezwykle mroczny. Władzę sprawują tu wielkie koncerny zajmujące się produkcją sztucznej inteligencji, modyfikacjami i jak się później okazuje również pewnym nielegalnym i niemoralnym procederem, o którym nie mogę napisać więcej, żeby nie popsuć Wam zabawy.

W zetknięciu z taką siłą pozostała garstka „superbohaterów” nie ma najmniejszych szans, co jest szczególnie widoczne na przykładzie Wolverine’a, który nie ma siły, ochoty i najmniejszego zamiaru walczyć z „systemem”. I chociaż może trudno w to uwierzyć, to właśnie takiego Logana prezentuje nam najnowsza odsłona serii – nie dość, że zrezygnowanego i pogodzonego z własnym losem, to jeszcze … po prostu czekającego na śmierć. I nie da się ukryć, że w tej wymagającej roli Hugh Jackman po prostu błyszczy (w czym pomógł zapewne rating filmu, który w końcu skierowany jest do dorosłego odbiorcy), dając nam najbliższe komiksowemu wcielenie Rosomaka – pyskate, agresywne, uzależnione od alkoholu i niedbające o resztę świata i innych ludzi.

No może z jednym małym wyjątkiem (albo dwoma), bo Logan robi wszystko, żeby chronić swojego najlepszego przyjaciela i mentora, Profesora X.  Ten nie jest w najlepszej formie i za sprawą niekontrolowanych ataków stanowi zagrożenie dla osób znajdujących się w jego pobliżu, co dało odtwórcy tej roli, sir Patrickowi Stewartowi, zupełnie nowe możliwości. I mówiąc krótko, on po prostu skradł ten film – to zdecydowanie jego najlepsza rola w uniwersum X-Men i młodszy „Xavier”, czyli James McAvoy, będzie miał ogromne problemy, żeby dorównać tej mieszance inteligencji i szaleństwa.

No i jest jeszcze Laura, czyli młoda mutantka będąca przyczyną całego zamieszania – tę aktorkę również obsadzono wzorcowo i pomimo młodego wieku potrafiła idealnie oddać charakter postaci i dorównać na planie dużo starszym i bardziej doświadczonym kolegom. Miejmy nadzieję, że to dopiero początek jej pięknej przygody z tym uniwersum, bo chętnie zobaczyłabym ją ponownie w roli X-23. Tym bardziej, że w świecie komiksów z serii X-Men jest ona kolejnym Wolverinem!

Podsumowując, z niecierpliwością wyczekiwałam debiutu Logana, chociaż miałam pewne wątpliwości, czy reżyser James Mangold faktycznie będzie w stanie zmienić charakter swojego filmu, bo chyba nikt nie miał już ochoty na kolejną bajeczkę o Wolverinie dla amerykańskich nastolatków. Na szczęście faktycznie zasłużył na kredyt zaufania i wyraźnie widać, że zmiana ratingu filmu na „tylko dla widzów dorosłych” pomogła mu rozwinąć skrzydła i wspólnie z Hugh Jackmanem, Patrickiem Stewartem i młodziutką Dafne Keen II stworzyli naprawdę dojrzały film. Nie jest to już płytka historia o supermocach i facetach w kostiumach, ale emocjonalny film opowiadający o trudnych relacjach międzyludzkich, bezwzględnym świecie przyszłości i walce o przetrwanie, w którym bohaterowie zmuszeni są postawić na szali swoją najsilniejszą kartę przetargową … życie.

 

Autor: Karolina Majchrzak

archiwum artykułów

2017-03-12

Podobał ci się ten tekst?

Średnia: 0

Komentarze:

Brak komentarzy

Zaloguj się aby dodać komentarz.

Zarejestruj się jeśli nie masz jeszcze konta.