Milion cudownych listów - recenzja

AIM Media

Kiedy dostałam wiadomość z wydawnictwa, że jedzie do mnie egzemplarz recenzencki „Miliona cudownych listów”, bo to świetna książka i naprawdę warto ją przeczytać ...

... pomyślałam sobie ni mniej, ni więcej „kolejne marketingowe gadanie”.

Tym bardziej, że nie słyszałam wcześniej nazwiska autorki i chociaż w pewnym momencie zrobiło się bardzo głośno o jej społecznej inicjatywie, to jakoś wszystko mi umknęło.

A szkoda, bo okazało się, że Jodi Ann Bickley to naprawdę wyjątkowa osoba, która wydała właśnie na rynek bardzo wyjątkowe dzieło …

Zacznijmy jednak od początku i przyjrzyjmy się nieco samej pisarce, która pomimo młodego wieku przeżyła już w życiu więcej niż niejeden emeryt i w większości nie były to wcale przejmie sprawy. A wszystko zaczęło się komplikować latem 2011 na festiwalu muzyczno-artystycznym Bestival, kiedy to niewinne z pozoru ugryzienie kleszcza kompletnie odmieniło życie dziewczyny – doprowadziło do zapalenia mózgu i jego powikłań, a także codziennej walki o powrót do normalności i samodzielności, która toczy się do dziś.

To właśnie mniej więcej w tym czasie Jodi doszła do wniosku, że ma tylko dwa wyjścia – albo się podda i przegra życie, ale przekuje smutki i chorobę w coś lepszego, co pomoże nie tylko jej, ale i innym osobom, które mogło spotkać coś jeszcze gorszego. Na szczęście wybrała ten drugi wariant i w sieci pojawiła się strona onemillionlovelyletters.com, na której pisarka zachęcała czytelników, którym mniej lub bardziej nie układa się w życiu, by skontaktowali się z nią, a ona napisze do nich pokrzepiające listy w tradycyjnej papierowej formie … odzew był niesamowity i mocno zaskoczył Jodi, która pisała:

- Stronę Milion Cudownych Listów założyłam po to, by pomagać innym, ale ta strona pomogła również i mnie – nawet chyba nie potrafię powiedzieć, jak bardzo. Nie mam cienia wątpliwości, kiedy mówię, że to właśnie jej zawdzięczam ocalenie.

Potrafię pomagać innym dlatego, że też TAM byłam. Przezwyciężyłam trudne chwile i powróciłam. I wiem, że teraz będzie już dobrze. Możemy zarażać się optymizmem, możemy być dla siebie nawzajem promykiem słońca.

Wszyscy jesteśmy połączeni.

Jak łatwo się domyślić strona szybko się rozwijała, więc w końcu przyszła pora na kolejny krok, czyli książkę, która opowiada historię Jodi i ma pokazać wszystkim, że zawsze warto walczyć o lepsze jutro dla siebie i innych. Co więcej, znaleźć w niej można wiele listów nadesłanych do pisarki, oczywiście za zgodą ich autorów, co uwiarygodnia całość i pokazuje jak wiele osób czuje na co dzień smutek, złość, bezradność i odrzucenie.

Ale czy to w ogóle miało szansę się udać? Przelać na papier tak wiele emocji? Powiem Wam wprost – już po kilku minutach miałam pewność, że tak! Kiedy na którejś z pierwszych stron znalazłam list, który Jodi napisała do swojej zmarłej babci „mieszkającej w niebie”, kiedy miała zaledwie 5 lat, to łzy same napłynęły mi do oczu i wiecie co, dalej było jak u Hitchcocka … najpierw trzęsienie ziemi, a potem napięcie narasta!

Co chwilę czytamy bowiem o trudnych chwilach autorki i sytuacjach, w których większość z nas by się poddała, ale nie ona – ona cierpliwie i powoli, chociaż z chwilami zwątpienia i słabości, prze do przodu, pokonując kolejne ograniczenia i słabości. A kiedy do tego dochodzą jeszcze listy osób, które napisały do niej szukając odrobiny uśmiechu czy miłego słowa, to zaczynamy przypominać bobry, a przynajmniej ja, bo wzruszałam się podczas lektury dosłownie co chwilę.

Co jednak najważniejsze, wzruszenie przeplata się tu nieustannie z ogromną dawką motywacji do działania, bo przecież nie można siedzieć i się zamartwiać z byle powodu, skoro inni ludzi radzą sobie z dużo gorszymi problemami i na dodatek mają siłę nieść radość innym. To mówiąc kolokwialnie „pozytywny kopniak w tyłek”, dzięki któremu uczymy się doceniać to, co mamy i przestajemy narzekać, bo nasze codzienne „tragedie” są niczym w porównaniu z walką, jaką inni toczą każdego dnia.

Podsumowując, na pierwszy rzut oka byłam przekonana, że „Milion cudownych listów” to książka zupełnie nie dla mnie, ckliwa i nastawiona na zarabianie kasy opowiastka … jak bardzo się myliłam! Okazuje się bowiem, że to prawdziwy poradnik życia i pokonywania trudności, który pokazuje nam, że nie ma rzeczy niemożliwych, uczy, że zawsze trzeba próbować zawalczyć o siebie i lepsze jutro i pokazuje jak dużo mogą zmienić uśmiech i kilka życzliwych słów. Polecam serdecznie, podobnie zresztą jak Regina Brett i Ed Sheeran, więc coś musi być na rzeczy :)

AIM Media

 

Autor: Karolina Majchrzak

 

archiwum artykułów

2016-10-26

Podobał ci się ten tekst?

Średnia: 17

Komentarze:

Brak komentarzy

Zaloguj się aby dodać komentarz.

Zarejestruj się jeśli nie masz jeszcze konta.