"Ostrze zdrajcy" - recenzja

AIM Media

"Ostrze zdrajcy" inicjujące cykl "Wielkie Płaszcze" trafiło już na sklepowe półki i do naszej redakcji, więc zapraszamy na recenzję.

W ostatnim czasie dane było mi przeczytać kilka naprawdę opasłych ksiąg skierowanych do bardziej ambitnego i wymagającego czytelnika (piję m.in. do sagi „Archiwum Burzowego Światła” Brandona Sandersona) ...

... jak również trochę bardzo prostych opowiastek pisanych na bazie znanych marek, które trudno uznać za literaturę wyższych lotów.

Nie ukrywam więc, że miałam już ochotę na coś lżejszego, ale zarazem napisanego z większym polotem i luzem, którego często brakuje rzemieślnikom tworzącym na zamówienie. Dlatego też, kiedy więc w moje ręce wpadł egzemplarz „Ostrza Zdrajcy”, byłam bardzo zaintrygowana i zastanawiałam się, jak wpisze się on w moje „bieżące potrzeby” :)

Na szczęście szybko okazało się, że Sebastien de Castell dostarczył mi dokładnie to, na co liczyłam. „Ostrze Zdrajcy” do debiutancka powieść tego kanadyjskiego autora, a zarazem pierwsza część serii fantasy zatytułowanej „Wielkie Płaszcze”. Książka była nominowana do Goodreads Choice Award w kategorii najlepsze fantasy oraz do Gemmell Morningstar Award, co tylko potwierdza, że mamy tu do czynienia z mocnym debiutem. Osobiście cieszę się też, że autor zdecydował się sięgnąć po nieco zapomniany już gatunek płaszcza i szpady, który zyskał największą popularność za sprawą „Trzech Muszkieterów” Alexandra Dumas, doprawiając go lekkim fantasy (jeśli liczycie na hi-fantasy pełne smoków, magicznych stworów i tego typu klimatów, to ostrzegam, że tu ich nie znajdziecie), dzięki czemu jest znacznie bardziej interesujący.

No dobra, ale nie zapędzajmy się za daleko i sprawdźmy najpierw, o co w tym wszystkim chodzi. Głównym bohaterem jest tu niejaki Falcio val Mond, który jako kantor Wielkich Płaszczy odpowiada za egzekwowanie i przestrzeganie królewskiego prawa. Przez lata organizacja ta budziła popłoch wśród przestępców, broniąc jednocześnie uciśnionych i ciesząc się szacunkiem ludu, jednak po śmierci króla sytuacja Wielkich Płaszczy, w tym i naszego bohatera, zmienia się dramatycznie. Zostają oni uznani za zdrajców i wyklęci przez lud, a nawet formalnie rozwiązani. Falcio stawia sobie jednak za cel wskrzeszenie dawnej legendy …

Król nie żyje, Wielkie Płaszcze rozwiązano, a Falcio val Mond i jego towarzysze Kest i Brasti skończyli jako straż przyboczna szlachcica, który na domiar złego nie chce im płacić. Ale mogło być gorzej – ich chlebodawca mógłby leżeć martwy, podczas gdy oni musieliby bezradnie patrzeć, jak zabójca podrzuca fałszywe dowody wikłające ich w morderstwo. Chwileczkę… Przecież to właśnie się zdarzyło!

W najbardziej zepsutym mieście świata zawiązuje się spisek koronacyjny, a to oznacza, że wszystko, o co walczą Falcio, Kest i Brasti, może lec w gruzach. Jeśli tych trzech zechce przeciąć intrygę, ocalić niewinnych i wskrzesić Wielkie Płaszcze, będą musiały wystarczyć im rapiery w dłoniach i obszarpane skórzane odzienie. Dziś bowiem każdy arystokrata jest tyranem, każdy rycerz – bandytą, a jedyne, czemu można ufać, to ostrze zdrajcy.

Jak widzicie historia wykreowana przez Castella może nie jest wybitnie oryginalna, ale stanowi doskonały punkt zaczepienia do zaprezentowania ciekawych postaci i towarzyszących im wydarzeń. Poza tym, lekki i prosty (nie mylić z prostackim) styl autora sprawiały, że pochłonęłam książkę w dwóch posiedzeniach i mam nadzieję, że polski wydawca, czyli Insignis, nie będzie kazał nam czekać zbyt długo na kolejne. Jest to również zasługa bardzo dobrze rozpisanej postaci Falcia, który pomimo swojego honoru i ideałów, nie jest pozbawiony pewnych skaz, co czyni go bardziej ludzkim, a przedstawiony świat nie jest nudny i czarno-biały. Co więcej, mocną stroną powieści jest też humor, bo chociaż bohaterom często towarzyszą tragiczne sytuacje, to jednak potrafią odnosić się do nich z dystansem. Castell bardzo dobrze żongluje także skrajnymi emocjami, przez co z kart książki nigdy nie wieje nudą.

Jeśli zaś chodzi o motywy fantasy, to te są naprawdę delikatne, jeśli więc nie przepadacie za tego rodzaju literaturą, to mimo wszystko spróbujcie sięgnąć po „Ostrze Zdrajcy”. Nie możecie przecież przegapić tak wartkiej akcji i licznych starć, których w tytule spod znaku płaszcza i szpady nie mogło zabraknąć. Zarówno Falcio (genialny strateg), jak i jego towarzysze, czyli Kest (mistrz rapiera) i Brasti (wybitny łucznik), często muszą uciekać się do konfrontacji, a jako że Castell parał się w życiu wieloma zawodami, a jednym z nich był choreograf walk, to dobrze wykorzystał swoje doświadczenie w opisach pojedynków.

I tak naprawdę jedyne, czego mogę się tu czepiać, to brak jakiegoś mocniejszego twista, który kompletnie poprzestawiałby poukładany świat. Poza tym, książka pozostawia nieco niedosytu, ale to akurat zrozumiałe, skoro pisana była z myślą o kolejnych częściach, które przyniosą nam stosowne odpowiedzi.

Podsumowując, Sebastien de Castell trafił z „Ostrzem Zdrajcy” w tzw. złoty środek, ponieważ jego dzieło jest bardzo uniwersalne i powinno przypaść do gustu zarówno nastolatkom, jak i bardziej dojrzałym czytelników, którzy potrzebują wytchnienia przy lżejszym czytadle. I chociaż nie jest to jakieś wybitne dzieło z aspiracjami do przedefiniowania gatunku i wpisania się w jego kanon, to i tak warto po nie sięgnąć. Osobiście bardzo dobrze wspominam czas spędzony z książką i na pewno sięgnę po kolejne odsłony cyklu, kiedy tylko pojawią się w sprzedaży.

AIM Media

 

 

 

Autor: Karolina Majchrzak

archiwum artykułów

2017-05-28

Podobał ci się ten tekst?

Średnia: 3

Komentarze:

Brak komentarzy

Zaloguj się aby dodać komentarz.

Zarejestruj się jeśli nie masz jeszcze konta.