Strażnicy Galaktyki Vol. 2 - recenzja

Marvel Studios

I'm hooked on a feeling, I'm high on believing, That you're in love with me … Też nie możecie pozbyć się tego kawałka z głowy od czasu, kiedy zobaczyliście Strażników Galaktyki?

Ja właśnie tak mam, a w ogóle jeśli jakiś czas temu powiedzielibyście mi, że będę wzdychać do Chrisa Pratta, to kazałabym Wam popukać się w czoło.

No ale cóż, zabawny pulpecik zmienił się w hollywoodzkie ciacho i dźwiga na swoich barkach - oczywiście wyrzeźbionych – los całej Galaktyki :) A że w kinach właśnie zadebiutowała druga odsłona „kosmicznej” serii Marvela, to miałam idealny argument, żeby znowu wybrać się do kina.

Czy jednak Strażnicy Galaktyki Vol. 2 to coś więcej niż słynny Star-Lord? A może studio zupełnie bezpodstawnie nakręcało zainteresowanie „dwójką”? Spokojnie, twórcy solidnie wywiązali się ze swojego zadania, umiejętnie łącząc ciekawą historię, kosmiczne uniwersum, pokręconych bohaterów i wrodzony wdzięk Chrisa Pratta, ale nie uprzedzajmy faktów.

YouTube

 

Na początku warto wyjaśnić, że druga część podejmuje narrację po zakończeniu wydarzeń z jedynki, więc Strażnicy zaczynają swoją przygodę w komplecie, tj. Star-Lord, Gamora, Drax, Rocket i Mały Groot (powraca też ich przeciwnik Yondu, o którym nie mogę zapomnieć, bo kreacja Michaela Rookera jest lepsza z każdą kolejną odsłoną filmu!). Tym razem czeka ich jednak bardziej osobista przygoda, bo jak czytamy w opisie filmu:

Grupa najbardziej niesubordynowanych outsiderów w galaktyce penetruje odległe zakątki kosmosu, próbując rozwikłać zagadkę pochodzenia jednego z jej członków - Petera Quilla aka Star Lorda. Przy okazji stawiają czoła nowym niebezpieczeństwom, niegdysiejsi wrogowie stają się ich sprzymierzeńcami, a w nieustannie powiększającym się filmowym uniwersum Marvela zagoszczą nowe postacie znane z kart komiksu.

Brzmi ciekawie, prawda? No jasne, ale mówiąc szczerze jeszcze ciekawiej wygląda egzekucja tego pomysłu, bo w tym na pozór 100% filmie akcji jest również bardzo dużo osobistych dramatów, dla których ratowanie Galaktyki jest tylko skromnym tłem. I chociaż przez cały film nie mogłam oprzeć się wrażeniu, że producenci celowali tym razem w nieco młodszą widownię niż ostatnio (klimat zrobił się jeszcze bardziej bajkowy, a średnia wieku osób w kinie tylko potwierdziła moją teorię), to i tak udało im się przemycić tu kilka trudniejszych tematów.

Mamy więc problematyczną relację z ojcem, a właściwie jej brak (Peter Quill), konflikt sióstr spowodowany urazami z wczesnego dzieciństwa (Gamora i Nebula), trudności z pogodzeniem się z tragiczną przeszłością (Drax) czy paniczny strach przed odrzuceniem (Rocket). A jakby tego było mało, to zaskakujący twist fabularny sprawia, że jeden z dotychczasowych wrogów okazuje się być w rzeczywistości … bliższy niż przyjaciel.

YouTube

 

Na szczęście ten poważny nastrój i łzy, które czasem same cisną się do oczu, umiejętnie połączono z akcją, bo mamy przecież do czynienia z takim właśnie gatunkiem i uniwersum Marvela, w którym bohaterowie ciągle mają jakąś misję do wykonania. Poza tym, nie zabija się kury, która znosi złote jajka, więc reżyser ponownie serwuje nam rozwiązania, które zadecydowały o popularności i sukcesie pierwszej części.

A mowa oczywiście o potężnej dawce humoru (miejscami balansującej na granicy absurdu), świetnych efektach specjalnych, nawiązaniach do pełnych kiczu lat osiemdziesiątych i słynnej ścieżce dźwiękowej Awesome Mix – tym razem Vol.2. Tak, muzyka ponownie odgrywa w filmie kluczową rolę, nie ograniczając się jedynie do przygrywanie w tle, ale będąc jednym z pełnoprawnych bohaterów. Wybrane przez twórców kawałki idealnie wpisują się w to, co widzimy na ekranie, często dopełniając całości lub dopowiadając to, czego nie powiedziano nam wprost.

Na koniec muszę jeszcze wspomnieć o nowych bohaterach, bo na ekranie pojawiają się choćby takie legendy kina, jak Kurt Russel czy Sylvester Stallone, którzy wypadają jednak przeciętnie – dużo lepiej jest wśród kobiecych debiutantek, bo nie najgorzej jako Ayesha poradziła sobie Elizabeth Debicki, a Pom Klementieff jako Mantis jest jeszcze lepsza i mamy nadzieję zobaczyć ją w kolejnej części Strażników – bo wiecie, że ta została już potwierdzona, prawda?

Podsumowując, Strażnicy Galaktyki Vol. 2 to bardzo dobre kino akcji, a dla fanów kosmicznej odsłony uniwersum Marvela pozycja obowiązkowa. Ponownie dostaliśmy wciągającą historię, ciekawych bohaterów i iście hollywoodzką oprawę audiowizualną, więc nie mamy się do czego przyczepić. Szkoda tylko, że na kolejne przygody Star-Lorda i spółki będziemy musieli tyle czekać :)

 

 

Autor: Karolina Majchrzak

Podobne artykuły:

Logan - recenzja filmu ( 2017-03-12 )
archiwum artykułów

2017-05-08

Podobał ci się ten tekst?

Średnia: 0

Komentarze:

Brak komentarzy

Zaloguj się aby dodać komentarz.

Zarejestruj się jeśli nie masz jeszcze konta.