Vaiana: Skarb oceanu – recenzja filmu

Facebook/Moana

Kiedy w sieci zadebiutował pierwszy zwiastun animacji zatytułowanej Moana, byłam pod dużym wrażeniem i szybko odłożyłam film do szuflady „koniecznie zobaczyć” … i niestety zapomniałam o nim na jakiś czas.

Jak się później okazało, nie była to tylko i wyłącznie moja wina, bo ze względu na problemy z prawami autorskimi, Disney musiał zmienić w Europie tytuł swojej produkcji, więc ta trafiła do kin jako Vaiana: Skarb oceanu.

Chciał nie chciał, wprowadziło to sporo zamieszania, które kompletnie nie przysłużyło się produkcji – na szczęście za sprawą Galapagos Film właśnie doczekaliśmy się wydania na Blu-ray i DVD, więc możemy nadrobić zaległości kinowe i w końcu zanurzyć się w magicznym świecie tej produkcji.

Zacznijmy od tego, że zasterami Vaiany stanęli Ron Clements i John Musker, reżyserski duet odpowiedzialny za Małą syrenkę, Aladyna oraz Księżniczkę i żabę, a scenariusz napisał Jared Bush, znany ze swojej pracy nad Zwierzogrodem. Postanowili oni opowiedzieć nam następującą historię:

- Trzy tysiące lat temu najdzielniejsi żeglarze na świecie przemierzali wody południowego Pacyfiku i odkrywali wyspy Oceanii, jednak w pewnym momencie ich wyprawy ustały na całe tysiąc lat i nikt nie wie dlaczego… Dzieła swych przodków spróbuje dokończyć pewna dzielna nastolatka, która podejmuje się niebezpiecznej misji, aby ocalić rodzinną wyspę. Po drodze Vaiana poznaje potężnego niegdyś półboga imieniem Maui i razem wyruszają w niezwykłą podróż przez ocean, który nie szczędzi im karkołomnych przygód, obfitujących w spotkania z ogromnymi potworami.

Prawda, że brzmi interesująco? A jeśli dołożymy do tego jeszcze magiczny klimat maoryskich wierzeń i zwyczajów, to otrzymujemy wyjątkową mieszankę, która z pewnością trafi do większości odbiorców. Tym bardziej, że twórcy poprowadzili narrację w bardzo interesujący sposób, zestawiając dość intymną historię pewnej dziewczynki z … fajerwerkami, dosłownie i w przenośni :)

Z jednej strony oglądamy więc zmagania sympatycznej nastolatki z własną naturą i przeciwnościami losu, które mogą skrzywdzić jej najbliższych, a z drugiej doświadczamy scen w stylu „Gadam, latam - pełny serwis”, np. śpiewającego i tańczącego kraba pokrytego fluorescencyjną farbą, który nie przepuści niczemu, co się świeci czy też morskiego ataku kokosowych piratów Kakamora, którzy wyraźnie inspirowali się rozmachem i klimatem ostatniego Mad Maxa (jeśli pamiętacie kultową już scenę z podwieszonym na linach gitarzystą zagrzewającym do walki, to jesteśmy w domu). Poza tym, jak to zwykle w dziełach Disneya bywa, każdy wyniesie z tego filmu coś innego i inaczej zrozumie ukryte w nim przesłanie, a wszyscy bez wyjątku dostaną też solidną dawkę dobrego humoru.

Galapagos Films

 

Nie bez znaczenia są też dobrze rozpisane i zagrane postaci, do których szybko czujemy dużo sympatii. Vaiana, czyli tytułowa bohaterka, jest nieco naiwna, ale i bardzo dzielna, przez co od początku trzymamy kciuki za powodzenie jej misji - w polskiej wersji językowej głosu użyczyła bohaterce Weronika Bochat, która spisała się po prostu świetnie. Podobnie zresztą jak reszta aktorów zajmujących się tu dubbingiem, weźmy choćby półboga Mauiego, w którego wciela się członek kabaretu Paranienormalni, Igor Kwiatkowski i robi to fenomenalnie, bijąc na głowę oryginalną wersję z The Rockiem, którego też uwielbiam, ale tym razem musiał uznać wyższość „Mariolki” (zresztą możecie to sprawdzić sami, zmieniając ścieżkę dźwiękową w czasie oglądania). Na uwagę zasługują również wspomniany wcześniej ekscentryczny krab Tamatoa, który śpiewa głosem Macieja Maleńczuka czy słodki Boczuś, który jest tak uroczy, że nie musi nawet nic mówić :)

A wszystko to w pięknej oprawie graficznej, która została zaprojektowana z dbałością o najmniejszy detal i poprzedzona skrupulatnym badaniem tematu. Członkowie zespołu odwiedzili w towarzystwie archeologów wydmy w Parku Narodowym Sigatoka, Muzeum Fidżi, gdzie oglądali zabytkowe łodzie, zwiedzaliczarne pola lawowe na samoańskich wyspach, jedli miejscowe potrawy, poznawali mistrzów tatuażu czy brali udział w lokalnych zwyczajach. Jak sami twierdzą, później wystarczyło tylko stworzyć świat będący skarykaturowaną wersją wysp Pacyfiku, który widzieli na żywo, a także dodać jeszcze więcej kolorów, by widzowie mieli ochotę zanurzyć się w ich wizji.

 

Galapagos Films

 

Co nieco na temat procesu powstawania animacji można dowiedzieć się zresztą z dodatków, które znalazły się w wydaniu Blu-ray. Czekają na nas m.in. takie materiały, jak niewykorzystane w filmie sceny czy piosenka, rozmowy z autorami i aktorami zaangażowanymi w projekt czy wideo z procesu powstawania dźwięków i muzyki – warto je obejrzeć i przedłużyć sobie magiczne chwile w świecie Vaiany, bo tym razem treści zostały naprawdę starannie wybrane i przygotowane. Kilka słów należy się też dołączonej do wydania Blu-ray i DVD boleśnie prawdziwej krótkometrażówce zatytułowanej Serce w rozterce, w której przyjrzymy się odwiecznej walce toczonej w naszym ciele między … sercem i głową :)

Podsumowując, jeśli podobnie jak ja przegapiliście kinową premierę Vaiana: Skarb oceanu, to serdecznie polecam wydanie na Blu-ray i DVD. Po pierwsze, to naprawdę udana animacja ze świetną historią i bohaterami, która jednocześnie bawi i dyskretnie przemyca ważne treści, które zostają z nami jeszcze na długo po obejrzeniu filmu. A po drugie, jak to często bywa w przypadku wydań na płytach, możemy nacieszyć się dodatkową zawartością, której niestety nie uświadczymy w kinie – wywiady z twórcami, krótkie filmy czy spotkania z autorami. Poza tym, mówimy o nowym dziele twórców fenomenalnych animacji Krainalodu i Zwierzogród, więc nie może być mowy o żadnej pomyłce.

 

Galapagos Films

 

 

 

Autor: Karolina Majchrzak

archiwum artykułów

2017-06-15

Podobał ci się ten tekst?

Średnia: 1

Komentarze:

Brak komentarzy

Zaloguj się aby dodać komentarz.

Zarejestruj się jeśli nie masz jeszcze konta.