Warcraft: Początek - recenzja filmu

Insignis

Jak już obiecywałam przy okazji recenzji książki Warcraft: Durotan, mamy dla Was również kilka słów o filmie granym właśnie w kinach.

Nigdy nie ukrywałam swojego zainteresowania marką Warcraft, którą śledzę z wypiekami od premiery trzeciej części gry, bo ta zapewniła mi długie tygodnie (a mówiąc szczerze raczej miesiące) świetnej zabawy.

Później przyszła pora na World of Warcraft, czyli MMO, na punkcie którego oszalał cały świat, łącznie ze mną – i chociaż obecnie trudno mnie już spotkać w sieci, to są jeszcze „prawdziwi” fani z niecierpliwością wyczekujący kolejnych dodatków.

Kiedy więc okazało się, że w przygotowaniu jest film bazujący na tym wyjątkowym świecie, stara miłość odżyła, a ja sięgnęłam nawet po książkę Durotan (jeśli jeszcze nie czytaliście, to recenzja TUTAJ), żeby lepiej wczuć się w nadchodzącą historię. Teraz, kiedy mam już za sobą kinowy seans, postaram się Wam nieco o nim opowiedzieć, bo nie ukrywam, że mam mieszane uczucia … Zresztą skłamałabym, gdybym powiedziała, że się tego nie spodziewałam - wystarczyło poczytać opinie zagranicznych recenzentów i krytyków, którzy nie pozostawili na Warcraft: Początek suchej nitki. Czy słusznie? O tym za chwilę, bo najpierw kilka słów o tym, jak wygląda fabuła produkcji, jakich aktorów do niej zaangażowano i skąd w ogóle wziął się Warcraft.

warcraftmovie.com

Film jest obrazem bazującym na kultowej grze studia Blizzard Entertainment, a za jego reżyserię odpowiada Duncan Jones, którego znamy z takich produkcji, jak Moon czy Kod nieśmiertelności. Jeśli zaś chodzi o fabułę, to będziemy świadkami wydarzeń rozgrywających się na rok przed tymi znanymi z gry, a chodzi oczywiście o konflikt pomiędzy ludźmi i orkami – jak czytamy w oficjalnym opisie:

W Azeroth dotychczas panował pokój, lecz teraz kraina ta stoi na skraju wojny – jej cywilizacja musi stawić czoła przerażającej rasie najeźdźców: wojowniczych orków, którzy uciekają ze swego konającego świata i zamierzają podbić inny. Kiedy otwiera się łączący światy portal, jedna armia staje w obliczu zniszczenia, druga – zagłady. Dwaj bohaterowie z dwóch wrogich sobie stron zmierzają do konfrontacji, która rozstrzygnie o losie ich rodzin, poddanych i ojczyzn. Tak oto rozpoczyna się opowieść o potędze i poświęceniu, w której wojna ma niejedno oblicze, a każdy walczy o słuszną z jego punktu widzenia sprawę.

warcraftmovie.com

Po stronie Przymierza „powalczą” m.in. Dominic Cooper (King Llane Wrynn), Travis Fimmel (Anduin Lothar), Ben Foster (Medivh), Ben Schnetzer (Khadgar) czy Ruth Negga (Lady Taria), a Hordę reprezentować będą Clancy Brown (Blackhand), Toby Kebbel (Durotan), Robert Kazinsky (Ogrim) oraz Daniel Wu (Gul’Dan).

I to właśnie już przy liście nazwisk pojawiają się pierwsze zgrzyty, bo kiedy zaczynamy oglądać film, nie wszyscy aktorzy pasują nam do swoich ról – oczywiście są tu wyjątki, ale czasem chciałoby się wołać o pomstę do nieba. Najgorzej moim zdaniem poradził sobie Dominic Cooper, który do roli Howarda Starka, czyli ojca Iron Mana w Kapitanie Ameryce, może i się nadawał, ale rola władcy w obliczu ogromnego kryzysu kompletnie go przerosła …  Kontrowersyjna wydaje się też postać Anduina Lothara, bo chociaż Travisa Fimmela po roli Ragnara Lothbroka w Wikingach po prostu uwielbiam, to mam wrażenie, że słabo przygotował się do nowego wyznania i znowu zaprezentował nam ten sam zestaw dań, a chciałoby się zobaczyć coś nowego.

warcraftmovie.com

Oczywiście nie oznacza to, że ktoś kompletnie nawalił dobierając obsadę, po prostu czasem aktorzy nie są w stanie dorównać naszym wyobrażeniom czy oczekiwaniom, zwłaszcza przy tak kultowych markach. Zresztą dokładnie to samo można powiedzieć o całym filmowym Warcrafcie, bo jak dobrze wiemy z historii, przeniesienie gier do zupełnie nowego medium jest zadaniem karkołomnym i najczęściej kompletnie się nie udaje – na szczęście tym razem nie jest aż tak źle, bo całość trzyma poziom, choć twórcy nie ustrzegli się kilku potknięć.

Po pierwsze film jest zdecydowanie za krótki, może i trwa ponad dwie godziny, ale jak na pierwszy obraz z tak bogatego uniwersum po prostu nie wyrabia – często mamy wrażenie, że część zawartości po prostu wycięto w ostatecznej obróbce,  co skutkuje mnóstwem niedopowiedzeń i na pewno przeszkadza tej części publiczności, która pierwszy raz ma kontakt z marką Warcraft. Mówiąc jednak szczerze, trudno czynić z tego zarzut, gdyż ostatnio regularnie narzekamy na długość filmów, bo nie chce się nam siedzieć w kinie 3 godzin :)

Na szczególne uznanie zasługuje za to projekt i wykonanie całego świata, w którym osadzono akcję, bo ten po prostu zapiera dech w piersiach. Co więcej, często mamy wrażenie, że właśnie tak miały wyglądać konkretne miejscówki – jakby twórcy siedzieli nam w głowach i stamtąd czerpali inspirację. Sceny walki również prezentują się niczego sobie, szczególnie w komplecie ze świetną muzyką płynącą z głośników i genialnymi efektami specjalnymi (i jestem nawet w stanie przymknąć oko na pojedyncze akcje, gdzie widać, że aktorów wsadzono do typowego green boxa).

warcraftmovie.com

Podsumowując, Warcraft: Początek z pewnością nie jest produkcją idealną i nawet się do takiej nie zbliża, ale ma naprawdę dużo mocnych punktów. Co więcej, fani musieli czekać na niego ponad 10 lat, więc są w stanie wybaczyć twórcom wiele potknięć, żeby tylko nacieszyć oczy dobrze znanym uniwersum. Nie da się bowiem ukryć, że film skierowany jest raczej do osób znających ten świat z gier wideo i książek, bo pozostali widzowie mogą być nieco zagubieni - twórcy zdecydowali się wyciąć niektóre sceny, żeby skrócić całość, przez co historia wydaje się nieco chaotyczna, ale … dla chcącego nic trudnego, więc jeśli zainteresowały Was zwiastuny tego filmu, to przed jego obejrzeniem warto poświęcić chwilę na zgłębienie tego fantastycznego świata.

archiwum artykułów

2016-06-30

Podobał ci się ten tekst?

Średnia: 0

Komentarze:

Brak komentarzy

Zaloguj się aby dodać komentarz.

Zarejestruj się jeśli nie masz jeszcze konta.