Wonder Woman - recenzja filmu

Gal Gadot

Wonder Woman

Wczoraj dowiedzieliśmy się, że Wonder Woman pochwalić może się rekordem weekendu otwarcia dla produkcji wyreżyserowanych przez kobiety, nie potrzeba więc chyba lepszej zachęty do jego oglądania, prawda?

Ja jestem już po seansie obrazu Patty Jenkins i muszę przyznać, że taka sytuacja w ogóle mnie nie dziwi, ponieważ jej najnowsze dzieło śmiało wpisać można na listę najlepszych komiksowych ekranizacji, jakie było dane mi oglądać.

Nie będę ukrywać, że przed obejrzeniem filmu towarzyszyło mi sporo obaw, bo choć nie podzielam nadmiernej krytyki Batman v Superman: Świt sprawiedliwości, to był to po prostu „średniak”, natomiast Legion Samobójców oraz Człowiek ze stali wypadły po prostu kiepsko, co było szczególnie widoczne na tle coraz lepiej radzących sobie kinowych adaptacji Marvela.

Tym samym moje oczekiwania wobec Wonder Woman były naprawdę niewygórowane i tym chętniej donoszę, że nisko zawieszoną poprzeczkę udało się przeskoczyć z naprawdę dużym zapasem.

 

Postać Diany Prince aka Wonder Woman, choć w naszym kraju nieco mniej znana (przynajmniej przez osoby nieobeznane w komiksach), należy do trójki najważniejszych bohaterów w świecie DC, dlatego zupełnie naturalne wydaje się, że w końcu zdecydowano się zrealizować film jej poświęcony. Tę mieliśmy zresztą okazję nieco poznać w Świcie sprawiedliwości, ale tam zachwycająca Gal Gadot otrzymała dość małą i enigmatyczną rolę, dlatego potrzeba było swoistego wprowadzenia do tej bohaterki. Film Patty Jenkins sprawdza się w tej roli wyśmienicie, ponieważ pokazuje nam historię Diany praktycznie od małego dzieciaka - pierwszy akt rozgrywa się na tajemniczej wyspie Themyscira i pozwala nam nacieszyć oczy fantastycznymi widokami, ponieważ w dalszej części postawiono na zdecydowanie mroczniejszy klimat (podobnie zresztą jak w innych filmach DC).

Tym, co wyróżnia Wonder Woman spośród innych filmów z tego uniwersum, jest prosta, klarowna historia, pozbawiona nonsensów, którymi przepełnione były zarówno Legion Samobójców i Batman v Superman. Oczywiście w tym wypadku twórcy także chcieli, przynajmniej w pewnym stopniu, trzymać się komiksowego rodowodu postaci, ale szybko da się zauważyć, że to, co uchodziło w komiksach z lat 40. ubiegłego wieku, tu wydawać może się absurdalne.

Niemniej jednak autorom tego dzieła udało się stworzyć naprawdę nieprzekombinowaną i szczerą historię z bohaterką, która pomimo swoich mocy, wydaje się być niezwykle ludzka. Diana wychowuje się na Themyscirze, czyli rajskiej wyspie ukrytej przed człowiekiem, gdzie dorasta jedynie wśród kobiet, Amazonek. Kiedy więc trafia do „prawdziwego świata”, ten okazuje się być zdecydowanie bardziej skomplikowany niż dotychczas sądziła. Nie dziwi więc początkowa naiwność bohaterki, która postanawia po prostu wyruszyć w świat, żeby ratować rodzaj ludzki – słaba motywacja, ale szybko byłam w stanie przymknąć na to oko.

 

Co więcej, brak ogłady i rozeznania w konwenansach prowadzi do licznych komediowych sytuacji. Film momentami potrafi być naprawdę zabawny i cieszy, że Jenkins nie zapatrywała się na śmiertelnie poważnego Supermana i Świt sprawiedliwości i zdecydowała się wzorem Marvela wpuścić nieco komediowego powietrza do swego działa. W dużej mierze jest to zasługa chemii pomiędzy Gal Gadot oraz Chrisem Pinem (ten wciela się w Steve’a Trevora), którzy są przedstawicielami dwóch zupełnie odmiennych światów. A nie można też zapomnieć o feministycznych podtekstach, które w Wonder Woman mają duże znaczenie, ale na szczęście nie przesadzono z tym motywem.

Jeśli jesteśmy już przy izraelskiej aktorce, to muszę zaznaczyć, że nie sądziłam, iż uda jej się tak dobrze udźwignąć ten film. Wonder Woman w jej wykonaniu jest naprawdę przekonująca, to postać z jednej strony zdeterminowana i silna, a z drugiej wrażliwa , sympatyczna i nieco naiwna. To właśnie ta mieszanka powoduje, że trudno jej nie polubić i choć Wonder Woman wydaje się być nieco zagubiona w obcym jej świecie, to jednak siła jaka bije od tej kobiety (i nie mówię tu o supermocach) sprawia, że nigdy się o nią nie obawiamy. Bardzo dobrze wypada też wspominany Chris Pine, ale jego przyjaciele, który odgrywają tu istotną rolę, to w moim przekonaniu zmarnowany potencjał (wydaje się, że nieco zbyt stereotypowo przedstawiono te postaci). Osobiście liczyłam także na nieco większą rolę Robin Wright, ale ta dobrze zrealizowała swoją postać mentorki Diany.

Poza tym, wybierając się na filmy tego typu zawsze obawiam się scen walki z kobietami w roli głównej, ale na szczęście i tu Gal Gadot stanęła na wysokości zadania i widowiskowe akcje z jej udziałem ogląda się naprawdę bardzo dobrze. Co prawda, od czasu do czasu (generalnie rzadko) w oczy potrafią zakłuć jakieś słabsze efekty specjalne, ale to już nie wina aktorki. Kilka akcji potrafi zaś przysporzyć wypieków na twarzy i nie raziło mnie nawet nadmierne użycie slow-motion. Co więcej, po raz kolejny widać, że Jenkins odrobiła zadanie domowe, ponieważ w odróżnieniu od dzieł Zacka Snydera czy Davida Ayera, jej film nie jest przestylizowany. Oznacza to, że nie mamy do czynienia z pięknym teledyskiem, który prezentować ma widowiskowe kadry z komiksów i kiedy trzeba film prowadzony jest zdecydowanie bardziej tradycyjnie, pozwalając nam koncentrować się na historii.

 

Mój największy zarzut w stosunku do Wonder Woman tyczy się zaś końcówki filmu, która nie dosyć, że została za bardzo rozwleczona, to jeszcze główny oponent naszej bohaterki jest nieco rozczarowujący. Nie chcę tu zdradzać zbyt wiele, ale zaznaczę, że twórcy chcieli upchnąć tu jak najwięcej efektownych scen na miarę superbohaterskiego filmu i w moim odczuciu nieco przesadzili. Czepiać można się także pewnej niekonsekwencji bohaterki, która walcząc o pokój stosuje raczej mało pokojowe środki, ale ponownie trzeba zrzucić to na konwencję.

Podsumowując, Wonder Woman to bardzo udany film i z pewnością najlepszy z serii DC Extended Universe. Moim zdaniem powinien on stanowić wzór i wskazywać kierunek innym reżyserom przygotowującym kolejne obrazy  z tego uniwersum. Jeśli więc zastanawialiście się, czy warto wybrać się do kina Wonder Woman, to nawet jeśli nie jesteście fanami gatunku odpowiedź brzmi „tak”, ponieważ to po prostu kawał dobrze zrealizowanego kina. I mówiąc szczerze już nie mogę się doczekać, kiedy znowu zobaczę Gal Gadot jako Wonder Woman, ale na szczęście to już jesienią, bo bohaterka powróci w Lidze sprawiedliwości. 

 

 

 

Autor: Karolina Majchrzak

archiwum artykułów

2017-06-06

Podobał ci się ten tekst?

Średnia: 2

Komentarze:

Brak komentarzy

Zaloguj się aby dodać komentarz.

Zarejestruj się jeśli nie masz jeszcze konta.