Need For Speed - recenzja PC

Need for Speed

Need for Speed to jedna z najbardziej kultowych serii gier wyścigowych na rynku i chyba nigdy nie zapomnę, jak ...

...  wraz z najlepszym kumplem w 1996 roku zagrywaliśmy się w demo pierwszej części, mając do dyspozycji tylko jedną trasę z górskim krajobrazem i jeden samochód - wymarzonego Dodge’a Vipera RT/10 w niebieskim kolorze.

Od tego czasu minęły lata, a NfS stał się jedną z najważniejszych i najpopularniejszych marek EA, chociaż seria wielokrotnie zmieniała swoje oblicze i to dość diametralnie. Każdy z graczy ma zapewne swoje ulubione odsłony, a w moim przypadku są to Porsche Unleashed (znana też jako Porsche 2000), bardziej symulacyjna podseria Shift, dla której zainwestowałem nawet w kierownicę oraz Underground, czyli dwie części bazujące na popularności filmów Szybcy i Wściekli.

Need for Speed

 

Tak czy inaczej, nie da się ukryć, że w ostatnim czasie Need for Speed stracił na popularności i przy okazji tożsamości, za bardzo odchodząc od swoich korzeni (podserię Shift traktuje jako spin-off). Co prawda marka trafiła w międzyczasie w ręce utalentowanego studia Criterion Games, które dostarczyło całkiem przyzwoity remake Hot Pursuit oraz Most Wanted, ale te nie do końca spełniały oczekiwania fanów, podobnie jak wydane przed 2 laty bardzo przeciętne Rivals, za które odpowiadało Ghost Games. Studio to postanowiło jednak odkupić swoje winy i wrócić do korzeni, może nie do samych początków, ale momentu szczytu popularności wyścigów EA, czyli podserii Underground. Co więcej, nowy Need for Speed nie otrzymał żadnego podtytułu, czym twórcy podkreślają, że mamy do czynienia z nowym startem, który przywrócić mam ten tytuł na szczyt. Cel był bardzo ambitny, ale czy udało się go zrealizować, czy też może ktoś żeruje jedynie na naszych sentymentach?

Od samego początku czujemy, że nowy NfS bazuje na tych samych założeniach, co odsłony wydane przeszło 10 lat temu. Jeśli więc lubicie klimat nocnych nielegalnych wyścigów oraz grzebanie w garażu, to poczujecie się jak w domu. Szkoda tylko, że jak zwykle spartolono temat fabuły … zdaję sobie sprawę z faktu, że wyścigi samochodowe to jeden z tych gatunków, w których element ten odgrywa najmniejszą rolę, ale jeśli twórcy wciskają go na siłę, a potem zmuszają nas do oglądania tak wielu „filmików”, to wypadałoby go zrealizować zdecydowanie lepiej. Niejednokrotnie czułem zażenowanie oglądając to, co dzieje się na ekranie, a nie było chyba scenki, w której powstrzymałbym się od epickiego facepalma. Rozumiem, że twórcy chcieli uchwycić tu swoisty „ziomalski” klimat, ale wyraźnie przesadzili z nieustannym przybijaniem „żółwika”, infantylnymi dialogami i piciem popularnego napoju energetycznego.

Need for Speed

 

Najgorsze w tym wszystkim jest to, że całość nagrano z żywymi aktorami, przez co (o ironio!) wypada jeszcze bardziej nienaturalnie niż gdyby zdecydowano się na cut-scneki na silniku gry. Dialogi są po prostu czerstwe, postaci przerysowane i nad wyraz rozentuzjazmowane (chyba od tych napojów), a jak zaczniecie się przyglądać temu, co dzieje się w tle, choćby na licznych imprezach, to w ogóle dojdziecie do wniosku, że oglądacie jakiś młodzieżowy serial od Disneya, a nie spotkanie wyjętych spod prawa zakapiorów biorących udział w nielegalnych wyścigach. Jedyną ciekawostką jest okazjonalne pojawianie się w scenkach przerywnikowych znanych w środowisku motoryzacyjnym postaci, jak Ken Block, Magnus Walker czy ekipa Risky Devil. Lepiej więc szybko zapomnieć o tym elemencie i skoncentrować się na samym ściganiu, chociaż nie jest to wcale takie łatwe, bo fabuła często o sobie przypomina natarczywymi wręcz SMSami i telefonami od znajomych, w trakcie których musimy wysłuchiwać kiepskich monologów (bo nasza postać jest oczywiście niema).

Tym razem ścigać będziemy się po ulicach fikcyjnego miasta Ventura Bay i co prawda producent nie zdradza inspiracji żadną prawdziwą miejscówką, ale nie da się ukryć, że miejsce to przypomina Los Angeles. Miasto podzielone zostało na kilka wyraźnie różniących się od siebie dzielnic, dzięki czemu podziwiać możemy różnorodne krajobrazy - od przemysłowych, gdzie znajduje się Komenda Główna Policji, przez typowo mieszkaniowe z gęstą siecią ulic i skrzyżowań, aż po górskie z typowymi krętymi szosami. Nie powinniśmy więc narzekać na brak różnorodności, a co ciekawe chociaż zawsze ścigamy się po zmroku, to pora zależna jest właśnie od dzielnicy i w niektórych będzie to już praktycznie poranek, a w innych środek nocy.

Need for Speed

 

Niestety Ventura Bay jest praktycznie wymarłym miastem i panuje tu praktycznie całkowita pustka, która wyraźnie zmniejsza poczucie naszej imersji. Zapomnijcie o przechodniach czy zwierzętach na ulicach, ruch drogowy jest minimalny, a policyjnych radiowozów jest jak na lekarstwo. Nic nie dzieje się także w tle i zdecydowanie brakuje tu elementów, które ożywiłyby to miejsce. Sama mapa jest natomiast sporych rozmiarów i podobnie jak w poprzednich odsłonach otrzymujemy wolną rękę w jej odkrywaniu – sami decydujemy, gdzie się udamy i czym w danym momencie się zajmiemy, wystarczy podjechać na miejsce wyścigu i wcisnąć odpowiedni guzik.

Na szczęście ściganie to jeden z mocniejszych punktów NfS, ponieważ ekipa Ghost Games dostarczyła nam typowo arcade’owy, model jazdy, który świetnie sprawdza się w tej produkcji. Fury pędzą jak szalone, bez problemu wpadają w poślizgi i nie mamy większych problemów z ich opanowaniem. Jest to typowo zręcznościowy model, ale wymagający od nas zdecydowanie więcej niż tylko wciskania gazu do dechy i odbijania się od band, co jednocześnie przynosi mnóstwo satysfakcji. Sami zresztą w dużej mierze zdecydujemy, w jaki sposób prowadzić się będzie nasze auto, bo samochody różnią się od siebie pod tym względem, a grzebanie pod maską pozwala nam jeszcze na sporą swobodę w zakresie personalizacji ustawień, które przynoszą naprawdę wymierne rezultaty. Wystarczy pobawić się suwakami odpowiedzialnymi za ciśnienie w oponach, responsywność kierownicy czy wysokość zawieszenia, by poczuć różnicę. Zmiany te przybliżają nasze auto do driftu, czyli bardziej poślizgowego charakteru lub większej przyczepności, która przydaje się w trakcie tradycyjnych wyścigów.

Need for Speed

 

Oczywiście w grze, która garściami czerpie z części Underground, nie mogło również zabraknąć rozbudowanego tuningu. W garażu spędzić możemy więc praktycznie tyle samo czasu, co na zmaganiach na ulicach, montując nowe części poprawiające osiągi lub wygląd naszego auta. Tuning podzielić trzeba bowiem na mechaniczny oraz wizualny - w pierwszym przypadku montować będziemy droższe podzespoły, których głównym celem jest przyspieszenie naszej fury na trasie (nie ma tu większej filozofii, a całość zrealizowano bardzo intuicyjnie i wygodnie), a w drugim upiększymy naszą maszynę za pomocą kolejnych spojlerów, malowania nadwozia, zmiany felg czy też winyli. Zabrakło tu kilku opcji znanych z Undergroud, jak neony czy montowanie systemu audio, ale chyba niewielu będzie po nich płakać.

A jeśli już jesteśmy przy autach, to Ghost Games oddało w nasze ręce ponad 50 modeli, co może nie jest jakąś oszałamiającą liczbą, ale przecież chodzi nam o jakość, a nie ilość i pod tym względem nie mamy większych powodów do narzekań. I chociaż Golf GTI raczej nie przyprawi Was o szybsze bicie serca, ale Dodge Challenger SRT8, Porshe 911 GT3 RS czy nawet Toyota GT86 mają na to dużo większe szanse. Najwięcej emocji wzbudzać będą jednak supersamochody, jak Ferrari 458 Italia, Lamborghini Aventador LP 700-4 czy Mercedes-AMG GT, ale warto pamiętać, że tu tuning jest mocno ograniczony, co jednak jest dość zrozumiałe.

Need for Speed

 

Same zawody to typowy standard gatunkowy, czyli wyścigi, próby czasowe czy drifty, które zrealizowano naprawdę bardzo przyjemnie (poza jednym elementem, do którego wrócę za moment). Niestety nie niweluje to w żaden sposób naszej frustracji na zastosowany w grze absurdalny handicap, który sprawia, że czasem pędząc z najwyższą prędkością jesteśmy wyprzedzani przez grupę pojazdów, pomimo posiadania auta o tej samej, a nawet wyższej mocy. Innym razem przeciwnicy, których przez 3/4 wyścigu nie mogliśmy w żaden sposób dogonić, zwalniają w samej końcówce, byśmy mogli wyprzedzić ich na ostatniej prostej, notując efektowne zwycięstwo. Na szczęście tego typu sytuacje nie są zbyt częste i od biedy można przymknąć na nie oko.

Nie można za to zignorować kwestii policji, której moim zdaniem mogłoby tu w ogóle nie być – wiem, że wielu graczy agresywność mundurowych mocno zniechęciła do Rivals, ale tym razem ktoś przesadził w drugą stronę. Gliniarze są tak nieporadni, że nawet przy najwyższym współczynniku pościgu nie miałem żadnych problemów, by ich zgubić - Ci nie współpracują ze sobą, nie potrafią wykorzystać naszych błędów, ich arsenał został mocno ograniczony (brak EMP czy śmigłowców) i pojawiają się zdecydowanie zbyt rzadko (poza kilkoma skryptami w kampanii).

Need for Speed

 

Największą bolączką nowego Need for Speeda jest jednak wymóg stałego połączenia z Internetem, co w żaden sposób nie jest uzasadnione. Musicie bowiem wiedzieć, że w trakcie realizowania przez Was kolejnych zadań po mieście poruszają się inni żywi gracze, którzy mogą swoją obecnością ingerować w nasz wyścig. I chyba nic nie irytowało mnie równie mocno jak sytuacja, kiedy traciłem prowadzenie w wyścigu, bo nagle wpadał na mnie inny gracz, którego trasa przecinała się z moją. Nie najlepiej spisuje się także sztuczna inteligencja w zawodach, w których musimy startować z innymi członkami naszej ekipy, np. w trakcie driftu, gdzie musimy współpracować, by uzyskać stosowne punkty, SI zupełnie się tym nie przejmuje.

Na koniec wypada napisać nieco o kwestiach technicznych i trzeba przyznać, że port PC zrealizowano bardzo przyzwoicie, a wymagania podane przez twórców wystarczają, by cieszyć się komfortową i płynną rozgrywką. Need for Speed już na konsolach potrafił zachwycić grafiką, szczególnie w trakcie deszczu, który pada tu niemal non stop, co w połączeniu z oświetleniem odbijającym się od mokrych powierzchni i bardzo ładnymi modelami pojazdów robi naprawdę dobre wrażenie.

Need for Speed

 

Co jednak ciekawe, różnica pomiędzy wersją PC a konsolami nie jest duża, podobnie zresztą jak różnica w wyglądzie gry na różnych ustawieniach graficznych (od niskich po wysokie), ale komputery mają tu zasadniczą przewagę, czyli odblokowanie ilości klatek na sekundę (na konsolach otrzymywaliśmy tylko 30 kl/s). Nie uświadczyłem tu też większych błędów, które psułyby nam rozgrywkę (aczkolwiek w sieci pojawiają się różne doniesienia na ten temat), ale przy przenoszeniu gry na PC producent poszedł miejscami po linii najmniejszego oporu, przez co tytuł nie pozwala na sterowanie myszką, a ta mocno ułatwiłaby nam życie na ekranie mapy czy w czasie nakładania naklejek. Na osłodę otrzymujemy jednak wsparcie dla kierownic i manualnej skrzyni biegów, chociaż odnoszę wrażenie, że w przypadku tak zręcznościowego tytułu moglibyśmy się bez tego obyć i wolałbym w zamian otrzymać widok z kokpitu. Jeśli zaś chodzi o ścieżkę dźwiękową, to ta wypada dość przeciętnie, ale to już raczej kwestia gustu.

Podsumowując, Need for Speed to tytuł pełen sprzeczności, ponieważ pomimo moich licznych zarzutów i ciągłego narzekania gra przygotowana przez Ghost Games przykuła mnie do ekranu na długie godziny i wciągnęła na tyle, bym ukończył kampanię fabularną. Powiem nawet więcej, bardzo przyjemny model jazdy, wysoki poziom grafiki i rozbudowany tuning sprawiły, że przez kilka dni nie odrywałem się od ekranu. Jeśli więc jesteście fanami serii, szczególnie odsłon Underground, to powinniście dać temu tytułowi szansę, ale … lepiej poczekać aż jego cena wyraźnie spadnie, bo ta premierowa jest trochę zbyt wysoka.

 

                                                                                                                                                                                                                                   Autor: Daniel Górecki

archiwum newsów

2016-04-20

Podobał ci się ten tekst?

Średnia: 2

Komentarze:

Brak komentarzy

Zaloguj się aby dodać komentarz.

Zarejestruj się jeśli nie masz jeszcze konta.