Tanie granie - The Evil Within - recenzja PS4

The Evil Within

Zastanawialiście się kiedyś, czemu gry na konsole są tak drogie? Szczególnie przy obecnej generacji, kiedy to od początku powtarza się nam, że dostajemy pecety tylko w „salonowej” formie?

Ja robię to za każdym razem, gdy chcę sobie kupić nowy tytuł, a cena ponad 230 zł skutecznie studzi mój zapał. Co wtedy robię?

Jeżeli to świetna gra, z bólem serca płacę, a jeśli nie … szukam tytułów, które szybko straciły na wartości, bo nie były wielkimi produkcjami od najbardziej znanych deweloperów.  Nie oznacza to oczywiście, że są słabe - co to, to nie! Zresztą zaraz sami się przekonacie, że „tanie granie” potrafi zapewnić równie dużo emocji i świetnej zabawy, co droższe propozycje.

A o czym konkretnie mówię? O The Evil Within od studia Tango Gameworks, które wydała Bethesda, co powinno nam już nieco powiedzieć o jakości gry. Co więcej, za reżyserię odpowiada tu sam Shinji Mikami, czyli japońskie guru uznawane za współtwórcę survival horrorów (a jego serię Resident Evil zna chyba każdy), bo właśnie z tak mroczną propozycją mamy do czynienia. Jeśli więc macie ochotę na małą wycieczkę do bardzo dziwnego, przerażającego i niebezpiecznego świata, to … zapraszam dalej!

The Evil Within

 

Gra zaczyna się stosunkowo normalnie i prezentuje nam naszego głównego bohatera, który siedzi w samochodzie policyjnym w towarzystwie swoich partnerów i dostaje zgłoszenie o dziwnych wydarzeniach w pobliskim szpitalu psychiatrycznym. A że jest detektywem, to natychmiast podejmuje trop i … wtedy zaczyna się robić ciekawie, bo po dotarciu na miejscu od razu wiadomo, że stało się coś bardzo złego … tak złego, że trudno to sobie wyobrazić. Na miejscu nie ma praktycznie żywej duszy, bo wszyscy zostali brutalnie zamordowani, a w powietrzu wręcz czuć szaleństwo. To w końcu dopada i Sebastiana, który zostaje zaatakowany i traci przytomność.

I właśnie w tym momencie możemy po raz pierwszy poczuć, z jaką produkcją będziemy mieli do czynienia, bo twórcy tak ciekawie i sprawnie zacierają granice między jawą, snem, szaleństwem i wspomnieniami, że po pewnym czasie niczego nie jesteśmy już pewni. Nie potrafimy nawet określić, czy wprowadzenie, którego byliśmy uczestnikami, wydarzyło się naprawdę, czy może „prawdziwy” jest ten drugi świat – mroczny, straszny i pełen krwiożerczych bestii czekających tylko, by nas pożreć. Szczególnie, że takie zmiany otoczenia są tu na porządku dziennym i nigdy nie wiemy, czy po otwarciu kolejnych drzwi znowu nie zostaniemy wciągnięci w odmęty piekła – niepokój budzi też fakt, że regularnie odwiedzamy pewien szpital psychiatryczny, którego jesteśmy pacjentami, chociaż wcale nie wiemy z jakiego powodu.

The Evil Within

 

Oczywiście jak to w tego typu produkcjach bywa, w końcu poznamy całą historię, ale twórcy nie zrobią wszystkiego za nas i sami musimy się trochę postarać, by odnaleźć stosowne dokumenty, wycinki z gazet czy nagrania. Dzięki nim dowiadujemy się o szczegółach z życia naszego detektywa, a także jego głównego przeciwnika, bo chyba już wszyscy domyślili się, że taki musi się w grze znaleźć, prawda? Nie zdradzę tu nic więcej, bo nikt nie lubi jak psuje mu się zabawę w samodzielnie poznawanie wszystkich wątków, ale jedno jest pewne – bardzo długo trzymani jesteśmy w niepewności, a podróże między różnymi „wymiarami” tylko komplikują sprawę i mieszają wszystko, kiedy już jesteśmy przekonani, że rozwikłaliśmy zagadkę.

Jeżeli zaś chodzi o rozgrywkę, to jeśli graliście kiedyś w Resident Evil, to jesteście w domu – oczywiście system nie jest tak archaiczny jak w pierwszych odsłonach tej serii, ale koncepcja się nie zmieniła. Wciąż musimy poruszać się „na paluszkach”, żeby nie wpaść w ręce przecinków, używać leżących wokół przedmiotów do odwracania uwagi lub unicestwiania przeciwników, a kiedy gra to przewiduje … gnać na złamanie karku, bo czasem jedyną skuteczną metodą przetrwania jest ucieczka. Nie oznacza to jednak, że jesteśmy kompletnie bezbronni i całą grę przejdziemy skradając się w ciemnościach, bo Sebastian jest całkiem nieźle przygotowany do swojej mrocznej podróży.

The Evil Within

 

Do dyspozycji dostajemy kilka rodzajów broni palnej, tj. podstawowy rewolwer, shotguna i snajperkę, a także wyjątkową kuszę, która strzela różnymi rodzajami bełtów (oślepiające, wybuchające, zamrażające, itp.). Do pistoletów sami musimy sobie znaleźć naboje, co jak łatwo się domyślić będzie trudnym zadaniem, więc przez większość czasu będzie nam ich brakowało. A jeśli chodzi o kuszę, to bełty znajdujemy albo robimy sobie sami z części pochodzących z rozbrajania pułapek – swoją drogą warto w nie zainwestować, bo wiele razy ratują nam tyłek. Bohater ma też na wyposażeniu nóż, ale korzysta z niego tylko przy ataku ze skradania i potrafi zbierać toporki czy pochodnie po przeciwnikach – te są bardzo mocne, ale niestety tylko jednorazowego użytku.

Warto też wspomnieć, że postać możemy rozwijać za pomocą zbieranego po drodze „zielonego żelu”. Kiedy uzbieramy go wystarczającą ilość, to możemy zainwestować w zdrowie, wytrzymałość i inne cechy bohatera, a także jego zdolności używania broni – jej moc, celność, wielkość magazynku, szybkość, zapas nabojów noszony przy sobie, itp. Niestety każdy kolejny poziom umiejętności jest dużo droższy od poprzedniego i nie ma szans, żeby rozwinąć Sebastiana w każdym kierunku, więc nie szastajcie punktami na prawo i lewo.

The Evil Within

 

Skoro mówimy o horrorze, to z pewnością interesuje Was, jak gra wypada pod względem grafiki i udźwiękowienia. Powiem tak, lokacje są raczej liniowe, ale zaprojektowane z pomysłem - z jednej strony nie da się w nich zgubić, a z drugiej przyciągają wzrok ciekawym projektem i wykonaniem. Oczywiście mroczny klimat „wymaga” przygaszonego światła i zastosowania kilku filtrów, więc nawet jeśli pojawiają się tu pewne niedostatki, to bardzo łatwo je ukryć pod warstwą „mroku”. Trudniej to zrobić w przypadku spadków płynności, których czasem doświadczymy, ale na szczęście nie są one bardzo uciążliwe. O udźwiękowieniu też można napisać krótko, że doskonale spełnia swoją rolę, a jest ona przecież w tym gatunku niebagatelna, dlatego przygotujcie się na groźne nuty i podskakiwanie na kanapie, kiedy nagle gdzieś za naszymi plecami rozlegnie się złowieszczy chichot.

Podsumowując, zakupu The Evil Within nigdy nie żałowałam i Wy też nie będziecie, jeśli tylko lubicie bać się podczas grania. Tytuł jest bowiem bardzo mroczny i nie nadaje się dla osób o słabych nerwach – wszystkim innym napędzi niezłego stracha, ale i zapewni długie godziny świetnej zabawy (na trudniejszym z poziomów nawet blisko 30), a wszystko to za mniej niż 100 zł, co na PlayStation 4 jest bardzo dobrym osiągnięciem. Jeżeli więc nudzi się Wam w oczekiwaniu na drugi dodatek do Wieśka i nie chcecie płacić ponad 200 zł za którąś z nowości, to The Evil Within nadaje się idealnie!

The Evil Within

archiwum newsów

2016-04-25

Podobał ci się ten tekst?

Średnia: 3

Komentarze:

Brak komentarzy

Zaloguj się aby dodać komentarz.

Zarejestruj się jeśli nie masz jeszcze konta.