The Banner Saga 2 – recenzja

Własne/PS4

Kiedy pierwsza odsłona The Banner Saga debiutowała na rynku w 2014 roku, wokół tytułu zrobiło się naprawdę głośno, bo jego twórcy postanowili pójść pod prąd i postawili na coś zupełnie innego niż cała branża.

Nie da się bowiem ukryć, że żyjemy w czasach, kiedy dominują bardzo dynamiczne strzelanki albo gry akcji, w których dzieje się dużo i głośno, a tu dostajemy spokojne turowe RPG w bardzo oldschoolowym stylu, gdzie na każdym kroku przekonujemy się, że nie ma się co spieszyć.

Czy takie podejście miało szansę na sukces? Okazuje się, że jak najbardziej, czego najlepszym dowodem jest premiera drugiej części, ale od początku. Może i wstyd się przyznać, ale ostatecznie nie udało mi się sięgnąć po pierwszą odsłonę, chociaż co tydzień powtarzałam sobie, że koniecznie muszę w to zagrać (dokładnie jak z każdą kolejną dietą „od poniedziałku”). Kiedy więc pojawiły się informacje o kontynuacji, wiedziałam już, że po raz drugi nie mogę popełnić tego samego błędu i … nie popełniłam. The Banner Saga 2 już za mną, mogę więc na spokojnie trochę Wam o niej opowiedzieć i podzielić się swoimi wrażeniami.

Po pierwsze po odpaleniu gry czekała mnie średnio miła niespodzianka, bo gra okazała się być bezpośrednią kontynuacją, a nawet drugą połówką pewnej całości, o czym świadczy choćby kontynuacja numeracji rozdziałów, więc miałam problem z odnalezieniem się w historii. Nie pomogło nawet podsumowanie „jedynki” dostępne na wstępie, bo to nadawało się raczej dla osób, które grały, ale troszkę pozapominały.

Własne/PS4

Nie było więc innego wyjścia, jak tylko poszukać odpowiednich informacji u wujka Google’a i dopiero po obejrzeniu kilku filmików i poczytaniu streszczeń fabuły wrócić do gry. Wiele osób będzie zapewne w podobnej sytuacji, dlatego napiszę krótko, że kierujemy grupą wikingów uciekających przed zagładą, zabierając ze sobą kolejne napotkane plemiona i zanurzając się w świecie inspirowanym mitologią nordycką, a resztę odkryjecie sobie sami.

A po drugie wydawało mi się, że moja wrodzona miłość do literatury nauczyła mnie już, czym jest opowieść drogi, ale chyba byłam w błędzie … Już kilkanaście minut grania wystarczy bowiem, żeby pokochać tę grę albo … kompletnie ją znienawidzić. Dlaczego? Jeśli lubicie powolne tempo, dające czas do namysłu i całą masę czytania, to z pewnością będzie zachwyceni, bo jest tego ogrom.

Mówiąc o dużej ilości czytania mam na myśli naprawdę dużą ilość, której nie powstydziłyby się żadne gry RPG, nawet te klasyczne lub oldschoolowo czytane! Teraz już na pewno wiecie, czemu grę można równie szybko znienawidzić – wiele osób przyzwyczajonych do szybkich akcji serwowanych nam w większości tytułów dostępnych na rynku w ostatnich latach nie będzie w stanie przez to przebrnąć i tyle. I nie piszę o tym jak o zarzucie, bo taki jest po prostu klimat tej gry, która znajdzie swoich odbiorców, ale równocześnie rozczaruje wiele innych.

Własne/PS4

Powiem Wam szczerze, że na początku myślałam, że szybko dołączę do tych drugich i pożegnam się z grą dosłownie po kilku krótkich sesjach. Tak się jednak nie stało, bo ku mojemu zdziwieniu pojawił się syndrom … jeszcze tylko kawałek, jeszcze jeden obóz, jeszcze jedna walka … i w ten sposób koniec gry pojawił się szybciej niż się spodziewałam, a ja mogę mówić o sobie jako fance serii The Banner Saga.

Ale przejdźmy do rzeczy, bo poza spacerowaniem mamy do omówienia jeszcze kilka kwestii – grę zaczynamy z jednym z dwójki bohaterów (znanym z poprzedniej części królem lub jego córką) oraz pewną ilością wojowników, zwykłych mieszkańców i Varli (Ci ostatni to prawdziwi kozacy stworzeni do walki), która wraz z postępami gry maleje lub rośnie.

W dużej mierze zależy to od nas i decyzji podejmowanych w drodze – jeśli wykażemy się dużymi zdolnościami przywódczymi, to podążające za nami towarzystwo będzie nas słuchać i ograniczy skoki w bok, co pozwoli zachować dużą liczebność „armii”. W przeciwnym wypadku grupa będzie maleć, marudzić i po prostu przeszkadzać – zresztą dbanie o jej dobrą kondycję i samopoczucie jest jednym z naszych głównych zadań i nigdy nie możemy zapominać o zaopatrzeniu się w odpowiednią ilość żywności i zapewnieniu jej solidnego odpoczynku.

Własne/PS4

Stąd właśnie regularne obozy i wizyty w napotykanych osadach, które pozwolą uzupełnić zapasy, zregenerować siły, pozyskać nowych ludzi, wytrenować siebie oraz wojowników i spokojnie podnieść umiejętności naszych bohaterów. Trzeba bowiem pamiętać, że sercem całej rozgrywki są turowe walki, które na pierwszy rzut oka są banalnie proste, ale z czasem odkrywamy ich tajniki i stajemy naprzeciw coraz większych wyzwań.

Jeśli graliście kiedyś w coś z podobnym systemem podzielonej na kwadraty mapy pola bitwy, to szybko wszystko ogarniecie i przypomnicie sobie stare dobre czasy, bo nie oszukujmy się ... teraz nie robi się już podobnych gier. Wiele zależy tu od odpowiedniego rozmieszenia wojsk, dobrania wojowników, którzy różnią się poziomem i dostępnymi umiejętnościami oraz naszej cierpliwości, bo najczęściej lepiej dobrze przemyśleć strategię niż rzucać do przodu wszystkie swoje siły, narażając się na bolesny kontratak.

Trzeba tu wspomnieć, że gra oferuje nam trzy poziomy trudności, które można zmieniać w czasie gry, więc w razie trudności lub braku wyzwania możemy nimi żonglować. Domyślnie gramy na normalnym, który na początku jest dość łatwy, ale z czasem zmusza nas do kilkukrotnego podchodzenia do niektórych walk, więc z pewnością nie ma mowy o nudzie i zupełnie początkujący gracze mogą być zmuszeni do jego obniżenia.

Własne/PS4

Jeżeli zaś chodzi o kwestie techniczne, to jest kilka rzeczy do pochwalenia i dosłownie dwie, które należałoby zganić i to właśnie od nich zaczniemy. Po pierwsze loadingi, których jest bardzo dużo (w samym obozie musimy np. przygotować się na jeden podczas wchodzenia do namiotu bohaterów i jeden podczas wychodzenia) i trwają zdecydowanie zbyt długo jak na grę tego typu –  tu przechodzimy zaś do drugiej sprawy, czyli dostępnych platform. Ja ogrywałam wersję na PS4 i przyznam szczerze, że wolałabym bawić się z grą tego typu na urządzeniu mobilnym, bo od początku miałam wrażenie, że na takie właśnie została stworzona.

Złego słowa nie można natomiast powiedzieć o oprawie audiowizualnej, bo muzyka świetnie buduje klimat (jak już wspomniałam wszystko sobie czytamy, możemy więc zapomnieć o mówionych dialogach), a dwuwymiarowa grafika jest bardzo urokliwa i pasuje do tego nordyckiego świata. Zresztą trudno się temu dziwić, skoro jej twórcy wzorowali się na starych filmach animowanych produkowanych przez Disneya i chcieli osiągnąć podobny efekt interaktywnej kreskówki.

Własne/PS4

Podsumowując, The Banner Saga 2 to bardzo udana produkcja, chociaż moim zdaniem granie w nią choćby na konsolach nowej generacji to trochę przerost formy nad treścią. Mamy bowiem do czynienia z prostą (w sensie rozgrywki, budowy, itp.) grą, której siła tkwi w staroszkolnym podejściu do tematu gier wideo, m.in. dialogów i systemu walki, przywołując miłe wspomnienia u wielu graczy. Jeśli więc macie już trochę lat na karku i pamiętacie jeszcze gry tego typu, to z pewnością będziecie zadowoleni, a cała reszta graczy … no cóż, na pewno warto spróbować, ale nic nie mogę obiecać :)
 

archiwum newsów

2016-07-13

Podobał ci się ten tekst?

Średnia: 21

Komentarze:

Brak komentarzy

Zaloguj się aby dodać komentarz.

Zarejestruj się jeśli nie masz jeszcze konta.