The Walking Dead: Michonne – recenzja

The Walking Dead: Michonne

TellTale Games – marka ta stała się w ostatnim czasie synonimem nie tylko gier przygodowych wydawanych w odcinkach, ale i … wysokiej jakości.

Najpierw dostaliśmy nieco starsze już Tales of Monkey Island i Powrót do przyszłości, a potem pierwszy sezon The Walking Dead i genialne Wolf Among Us, które na fali sukcesu „truposzy” zostało przez graczy bardzo ciepło przyjęte (naszą recenzję znajdziecie TUTAJ, a jak nie chce się Wam czytać, to powiem tylko, że chodzi o grę napisaną na podstawie serii komiksów Baśnie, do której scenariusz napisał Bill Willingham - elementem charakterystycznym jego dzieła jest przenikanie się dwóch światów, ludzi i baśniowych postaci, które zmuszone były do opuszczenia swoich krain).

Wracając jednak do świata żywych trupów, który na dobre wpisał się już w nasz dzisiejszy krajobraz, warto przypomnieć, że seria od TellTale Games oparta jest na słynnym czarno-białym komiksie Roberta Kirkmana i Tony’ego Moore’a, a także jego bijącej rekordy popularności serialowej adaptacji z Andrew Lincolnem w roli głównej. Co prawda nie trzyma się ona żadnego konkretnego scenariusza, a jedynie korzysta z wykreowanego świata, ale uważny obserwator zauważy pojawiające się czasem nawiązania.

The Walking Dead: Michonne

Swoją drogą te w najnowszej produkcji studia są już bardzo wyraźne, bo jak sam tytuł wskazuje, The Walking Dead: Michonne skupia się na ważnej postaci obecnej i w komiksie, i w serialu (w sumie to już podczas jego oglądania zastanawiałam się, czemu nie dostała jeszcze swojej podserii, bo jest naprawdę wyjątkowo interesująca) - tu mała ciekawostka, bo komiksowa Michonne została wprowadzona w 19 tomie komiksu, a ta serialowa w 19 odcinku serialu :) Nic więc dziwnego, że najnowsza growa odsłona Żywych trupów wzbudza ogromne zainteresowanie, a szczególnie takich maniaków wszystkiego, co z zombie związane, jak ja.

Zacznijmy od tego, że fabuła tej trzyodcinkowej serii przypadnie do gustu szczególnie wielbicielom tytułowej wojowniczki, bo w końcu wyjaśnione zostają niektóre luki w jej życiorysie (do tej pory twórcy komiksu i serialu karmili nas jedynie strzępkami). Nie mogę tu zdradzić Wam zbyt wiele (a poza tym sama nie wiem jeszcze wiele więcej, bo mamy za sobą dopiero jeden epizod - In Too Deep), ale wspomnę chociaż, że dowiemy się m.in. dlaczego bohaterka w pewnym momencie opuściła grupę dowodzoną przez Ricka, a następnie do niej wróciła. Trzeba tu jednak zaznaczyć, że choć bohaterka jest nowa, to większość mechanizmów wypracowanych przez studio TellTale Games nie i jeśli macie już dość rozwiązań gameplayowych tego typu, to chyba pora na zakończenie lektury tej recenzji - chociaż oczywiście będzie mi bardzo miło, jeśli wytrwacie do końca :)

The Walking Dead: Michonne

Odsłona poświęcona Michonne w dalszym ciągu skupia się bowiem na podejmowaniu decyzji – to właśnie one były kluczem do sukcesu pierwszej części i można powiedzieć, że nic się w tej kwestii zmieniło, no może z jednym małym „ale”. W dalszym ciągu każdy z nas może podejmować samodzielne wybory i choć do tej pory również zdawały się one czasami tylko „pozorne”, tak w tej części twórcy osiągnęli w tym aspekcie mistrzostwo.

Szybko okazuje się, że TellTale ma własny pomysł na fabułę i nie pozwala nam się zbytnio wykazać, sprowadzając historię do jednego punktu niezależnie od tego, na jakie wyjście się zdecydujemy. Przez takie podejście nawet tak dramatyczna scena, jak ta przedstawiająca bohaterkę przykładającą sobie pistolet do głowy, traci sens … bo co z tego, że możemy wybrać opcję oznaczającą śmierć, skoro i tak do niej nie dojdzie?

The Walking Dead: Michonne

Dlaczego tak się stało? Prawdopodobnie dlatego, że twórcy położyli większy niż dotychczas nacisk na samą akcję – w The Walking Dead było jej mało, w Wolf Among Us trochę więcej (zresztą to chyba tu zaczęła się era nic nieznaczących wyborów, bo jak dziś pamiętam kompletnie popsute przez mnie QTE, którego system zdawał się kompletnie nie zauważać), a tu dostajemy naprawdę dużo szans na zabawę z kataną Michonne, która idealnie nadaje się do wycinania kolejnych zombie.

Oczywiście większość z nich to dobrze nam znane sekwencje quick time events albo konieczność wciśnięcia w odpowiednim czasie zaznaczonego na ekranie punktu, ale są też momenty, w których przejmiemy nad bohaterką pełną kontrolę (ciekawe tylko, jak stosunek ten będzie prezentował się w kolejnych odcinkach). Na plus zaliczyć trzeba też z pewnością towarzyszące heroinie postaci, nie wszystkie gry studia TellTale mogły się pochwalić ciekawymi osobowościami drugoplanowymi, a tu jest naprawdę dobrze.

The Walking Dead: Michonne

Jeśli zaś chodzi o kwestie techniczne, to muszę powiedzieć, że to chyba najwyższa pora, żeby studio popracowało nad swoim silnikiem graficznym albo przesiadło się na nowy, bo latka lecą i niedociągnięcia stają się coraz bardziej widoczne i denerwujące - pokraczne animacje, wszechobecne przycięcia i denerwujące loadingi to tylko niektóre z nich.

Czy wskazane mankamenty sprawiają jednak, że po odsłonę z Michonne nie warto sięgnąć? Raczej nie, bo bohaterka jest bardzo ciekawa i chociaż nie można powiedzieć tego samego o jej historii z pierwszego odcinka, to wciąż mam nadzieję, że twórczy  jeszcze nas zaskoczą. Oczywiście można im wlepić choćby żółtą kartkę za wciąż te same i mocno już kulejące rozwiązania, ale fani Żywych trupów są w stanie przymknąć oko na naprawdę wiele, byle tylko z nowy zanurzyć się w tym postapokaliptycznym świecie pełnym zombie. No to czekamy na drugi epizod!

The Walking Dead: Michonne

 

Ocena redakcji:
7.0
 
Plusy
  • - klimatyczny świat
  • - katana Michonne :)
  • - tony zombie do wybicia
 
Minusy
  • - znowu taki sam system rozgrywki
  • - niedostatki graficzne i techniczne
  • - średnio interesująca historia
archiwum newsów

2016-04-20

Podobał ci się ten tekst?

Średnia: 1

Komentarze:

Brak komentarzy

Zaloguj się aby dodać komentarz.

Zarejestruj się jeśli nie masz jeszcze konta.