Show me your heart.

 

Adaline Bowman †forever 29 years old † human † live in XXI/XX century

 

 

Jeśli ktoś ładnie mnie poprosi potrafie zacząć. Uwielbiam zatracić się w pisaniu.Kocham wiek XX toteż lepiej idzie mi pisanie w tych czasach. Zawsze jednak na początku wole dowiedzieć się czego Autor  ode mnie oczekuje. Moge być dla Ciebie każdym:żoną,kochanką, wrogiem, przyjaciółką czy siostrą. Nie trzymam się kurczowo historii jaka zawarta jest na mojej stronie, moja postać nie musi być bierną małżonką patrzącą na krzywde innych. Ważne dla mnie jest by było ciekawie a pisanie z Tobą byłoby dla mnie przyjemnością i przychodziło z łatwością .

Napisz wiadomość.

Info o mnie

avatar

LadyGrey.

wiek:
27 lat (1990-12-01)
ostatnio online:
wczoraj o 20:27
miejscowość:
M.F.

Związki

LadyGrey.
jest w związku z:

E tam... Odbij :)

 

.

 

Adaline Bowman urodziła się minutę po pólnocy 1 stycznia 1908 roku w szpitalu dziecięcym w San Francisco.Jedyne dziecko Faye i Miltona Bowmanów.

 

Był moją pierwsza miłością. Nadzieją na szczęśliwsze życie. Pełne uczucia. Myliłam się.

Był idealną partią toteż mój ojciec nie mógł mieć nic przeciwko abym stała się jego żoną. Był ginekologiem najlepszym w promieniu 100 kilometrów. Uwielbiał swój fach. Codzień przyjmował wiele pacjentek które były w stanie błogosławionym. Niestety ja nie mogłam mu dać potomka którego tak pragnął. 

Nie wiedziałam że ten fakt tak bardzo zmieni moje dotychczasowe usłane różami życie. W kobietach które do niego przychodziły widział matkę swego dziecka. Nie chciał nawet na mnie spoglądać a co dopiero dotykać czy całować. Okazywać jaką kolwiek czułość. Mój kochany Clarence z czułego i kochającego meżczyzny stał się tyranem i alkoholikiem wszystko otrzymując siłą. Mimo wszystko wciąz Go kochałam i widziałam w nim tego chłopaka którego spotkałam na letnim festynie. 
Nie przychodziły do nas już kobiety zadowolone z faktu iż nosza w sobie malutką istotkę która była owocem miłości dwojga ludzi. Przychodziły natomiast kobiety młode, elegancko ubrane i zamożne. Często zalane łzami powtarzające że Clarence jest ich ostatnią deską ratunku. Są młode i tak łaknące sławy-wciaż powtarzały o sławie. Mój mąż nie potrafił odmówić. Gabinet swój przeniósł do piwnicy. Zawsze szczelnie zamykał do niej drzwi gdy zapraszał do środka kolejne dziewczyny. Bardzo często robił to o zmroku, często nie przychodził do sypialni na noc. Zostawał w piwnicy a ja wciaż słyszałam potworne krzyki, rozpacze. 
Zaniedbał siebie wyraźnie. Wolne chwilę spędzał na saczeniu whisky, ubrany wciąż był z zakrwawionym fartuchu, nie golił czasami się i tygodniami. Elegancki i przystojny mężczyzna stał się bestią. Gdy był zajęty pracą nie przychodził do mnie wieczorem do łóżka. Gorzej bywało gdy jednak nie był niczym zajęty wtedy wręcz mnie napadał i nie szanował faktu iz nawet nie chciałam stać u jego boku. Twierdził że jestem jego własnością. Byłam ciekawa co skrywa nasza piwnica, co robi tym kobietą dlaczego naszego domu nie odiwedzają już kobiety szczęśliwe z faktu iż są w ciąży. Pewnego wieczora gdy Clarence udał się zapewne do domu publicznego w którym wydawał nasze pieniadze zeszłam na dół. Owy widok był paskudny, okropny....w dużych słojach w formalinie były płody dzieci a każdy z nich podpisany danym imieniem które sam nadawał. Fotel ginekologiczny stał na samym środku nad którym paliła się lampa. Był pozadzierany i obkrwawiony. Gdy zaczełam przeglądac jego notatki dowiedziałam się że połowa kobiet jakie chciały usunąć ciąże nieprzeżywały owej aborcji. Toteż ciekawiło mnie gdzie owe ciała się znajdywały....im bardziej chciałam znać prawdę tym bardziej bałam się mężczyzny którego niegdyś kochałam.
Domyśliłam się gdzie mogłybyć te ciała...w naszym niegdyś pięknym ogrodzie. Żadne z drzew nie dawało owoców a żaden z kwiatów nawet nie wzrastał. Mój ogórd obumarł wraz z tymi kobietami. Policja szukała wschodzących gwiazd którym życia odbierał mój mąż. Nagłówki gazet codzień wręcz krzyczały inne nazwiska kobiet. Znałam je, widziałam....
I te dzieci w słoikach...wiedziałam że traktował je jakgdyby były jego, jakgdyby żyły. Chciał własnego dziecka a ja mu tego nie mogłam dać.
Musiałam to skończyć.
W 5 rocznicę naszego ślubu przyszykowałam kolację na która zaprosiłam wiecznie zajętego małżonka, ubrana w długą krwiście czerwoną suknie, misternie uczesane blond włosy siedziałam naprzeciw mężczyzny zajadając się krwistą pieczenia. Chciałam by przed śmiercią do wszystkiego się przyznał. By w końcu wymiękł...tak też się stało ta cała czerwień przypominała mu jedynie krwawienie kobiet. Gdy tylko usłyszałam słowo "żałuje" pociągnełam za spust rewolweru wprost w tył jego głowy upadł jak kamień po czym sama wsunełam rewolwer w swe usta i po chwili pociągnełam za spust. Mimo wszystko kochałam Go i nie wyobrazalam już zycia bez Niego. 
Nasze życie jednak nie skończyło się jednak wraz ze śmiercia...wciaz żyliśmy w tym domu a ja wciąż z małżonkiem szukałam swego dziecka którego tak pragnełam. Za wszelką cenę.

 

" Byłaby nikim gdyby nie jej szmaragdowe oczy"